Moja lista muzyczna

poniedziałek, 7 września 2015

Rozdział 89 - Ceremonia miłości

Klik 

- Percy! Percy, ocknij się! - wołała Eylon klęcząc przy nim i potrząsając nim tak gwałtownie, że głowa miotała mu się we wszystkie strony. Nie zareagował.- Eylon, uspokój się. On tylko zemdlał. - wyjaśniała jej Noyle dotykając jej ramienia.
- Z-zemdlał? - spytała poprzez łzy. Czarnowłosa kiwnęła głową.
- Więc co mu jest? - spytał Harry.
- Cóż... - zaczął Slytherin wychodząc z cienia wraz ze swoimi przyjaciółmi. Wszyscy spojrzeli w jego stronę. - ...właśnie zobaczyliście namiastkę jego mocy. - oświadczył. Cisza dzwoniła im w uszach z szoku na to stwierdzenie.
- Mocy? O jakiej mocy mówisz? - spytał Matt podejrzliwym tonem jako pierwszy otrząsając się z szoku.
- Nie wiedzieliście jednej rzeczy o mnie. Nie tylko mistrz Merlin uczył mnie magii. Od ciebie, mistrzu nauczyłem się podstaw zwykłej czarodziejskiej magii, którą z biegiem lat rozwijałem. Gdy jednak stałem się zazdrosny o szczęście mojego przyjaciela Godryka postanowiłem pójść do wiedźmy. Była nią Morgause. Uczyła mnie czarnej magii. - wyjaśnił.
- Mistrz Mistrzów pochodzi z piekła, a nim pojawił się jako Salvatore posiadał wtedy wiele innych postaci. Pokonaliśmy każdą jego postać. - zauważyła Eylon.
- Zgadza się. Gdy umarłem moja dusza została przeniesiona do piekła. Tam spotkałem potężną postać, która zaoferowała mi nieograniczoną potęgę i moc w zamian za powrót do życia i zemsty na rodzinie Gryffindorów. Mogłem wtedy się zemścić i być potężnym czarnoksiężnikiem. To właśnie w piekle nauczyłem się stwarzać Magiczne Kontrakty i Wieczyste Przysięgi... - wszystkich zatkało, ale Slytherin mówił dalej. - ...Przyjrzyjcie się... - wszyscy spojrzeli w kierunku pół przytomnego Percy'ego, na którego wskazywał. - ...Oczy Levendera i jego aura mocy są dowodem, że uczył się w piekle tamtejszej magii. - wyjaśnił
- Czerń i bordo... - rozległ się słaby głos z ziemi. Wszyscy patrzyli jak Percy próbuje się podnieść, ale słabo mu to wychodziło. - ...pozostawiają swoje piętno... w duszy i na ciele... Harry... nie-nie ma wyboru... jak uczyć się... magii piekieł. Jest... jest po części Ślizgonem... i otrzymał moc piekieł, ale nie umie jej opanować... Traci kontrolę, a jeśli straci ją... utraci też siebie samego... Harry musi tam pójść. K-k... kiedyś nie... będzie miał... wyboru, aby tam się uczyć. - wyjaśnił i ponownie zemdlał. Znowu zrobiło się cicho. Nikt nie śmiał przerwać tej ciszy, ale tylko jedna osoba się odważyła. Salazar Slytherin wpatrywał się w niego najwyraźniej myśląc nad czymś.
- "Pozostawiają swoje piętno w duszy i ciele..." - szepnął. Pochylił się nad młodym mężczyzną. Dopiero teraz zauważyli, że Percy trzymał się za coś na lewym ramieniu. Slytherin odwinął je. Wszyscy ujrzeli dziwaczny symbol.


- Co to? - spytał Harry. Każdy z Założycieli oraz Merlin, Eylon i Noyle milczeli. W końcu odezwała się cichym głosem Raiku:
- To znak władcy piekła. Lucyfera. - wyjaśniła ruda kobieta.
- Co?! - przeraził się Merlin.
- To bardzo potężna klątwa. - wyjaśniła drżąc na całym ciele.
- Klątwa? - spytała Clare.
- Tak. I wiem dlaczego i kto ją rzucił. - dodała.
- Powiedz, kto go przeklął? - poprosiła Clare. Raiku popatrzyła na nią. Jej wzrok mówił sam za siebie. Była przerażona. Zrobiła krok do tyłu jakby bała się spojrzeć na kogokolwiek, jakby chciała stamtąd uciec.
- Sam Lucyfer. - wszyscy wstrzymali oddech.
- Da się go usunąć. Zniszczę go. - oświadczył Slytherin. Pojedyncza łza wyleciała jej z oka.
- Wybaczcie, ale nic, ani nikt nie może usunąć takiego znaku... - spojrzała na Salazara. - ...Nawet najpotężniejsza i zaawansowana czarna magia. Jeśli to zrobisz zabijesz go. - wszystkich zamurowało.
- Możemy go uratować? - spytała Alina. Kobieta pokręciła przecząco głową i powiedziała:
- Przykro mi, ale nie. To piętno jest gorsze od Mrocznego Znaku czy fizycznych tortur i dotykiem Voldemorta... - wszyscy rozszerzyli oczy ze zdziwienia. - ...Tego piętna nie da się usunąć magią. Jest wyryte nie tylko na skórze, ale i w duszy, sercu oraz umyśle. To gorsze od tego co Harry przeżył wciągu ostatnich siedemnastu lat! Jeśli raz zasmakujesz piekielnej magii... - tu spojrzała na każdego z osobna. - ...nic cię nie uratuje. Będziesz torturowany psychicznie, a znak będzie cię palił tak mocno, że kości będą cię paliły jak ognie piekielne. Szczególnie wtedy, gdy zdradzisz, tego kto mu to zrobił. Tylko on jeden może usunąć znak. - wyjaśniła.
- Możemy coś z tym zrobić? Jest jakaś nadzieja? - spytała Helga. Raiku pokręciła przecząco głową.
- Przykro mi. Nie możemy nic zrobić. Lucyfer wrócił już do piekła, a tylko on jeden mógłby go usunąć. - oświadczyła. Cisza wokół nich zaległa na tak długo, że na horyzoncie zaczęło świtać. W końcu Legolas wziął na ręce Percy'ego i zaniósł do Skrzydła Szpitalnego, gdzie pielęgniarka robiła co mogła, aby go ustabilizować. Jednak tylko siostry Trudeau wiedziały co trzeba zrobić aby nie umarł, a jego moce nie zniknęły.
- Musimy coś zrobić. - postanowiła Eylon.
- Ale co? - spytała Clare.
- Musimy uratować Percy'ego. - wyjaśniła Eylon.
- Jak? - spytała Clare.
- Miałam chronić Percy'ego... - zasmuciła się Eylon. - ...Nie udało mi się. - zaległa cisza między siostrami. W końcu Noyle powiedziała:
- Dziewczyny, mam pomysł. Chodźcie... - poprowadziła je do ukrytego za ścianą trzeciego zakazanego korytarza pokoju, w którym były nie tylko ekrany i kilka foteli oraz kominek, ale także prywatna biblioteka. - ...Tutaj, dziewczyny! - zawołała. We trzy podeszły do kredensu skąd Noyle wzięła jedną z grubych ksiąg.
- Co to? - spytała Clare wpatrując się w tytuł księgi w dziwnym języku.
- Jest to księga o historii piekła i nieba. Są w niej też zaklęcia, przeciw zaklęcia, klątwy i uroki z tych dziedzin. Może znajdziemy tutaj coś, co może pomóc Percy'emu. - wyjaśniła Noyle przeglądając każdą kartkę. Clare spojrzała na Eylon, a ona na nią.
- To nie głupi pomysł. - powiedziała Clare biorąc pierwszą lepszą księgę z półki.
- No nie wiem. - odezwała się Eylon.
- Czemu? - spytały jednocześnie.
- No bo... bo miałam styczność z magią piekła i uważam, że to jest bardzo ryzykowne. - oświadczyła.
- Więc co pomoże Percy'emu? - spytała Clare odkładając trzecią księgę, z której nic a nic nie rozumiała. Wszystkie trzy milczały aż w pewnym momencie Eylon poderwała się z fotela wołając:
- Znalazłam! - jej głos brzmiał radośnie. Obie kobiety tak się przestraszyły, że jedna wypuściła z rąk książki, a druga spadła z drabiny.
- Co? Co znalazłaś, Eylon?... - spytała Clare. Blondynka podeszła do stołu i pokazała na coś w książce. Obie podeszły do siostry i nachyliły się nad księgą. - ...Nic nie rozumiem z tego bełkotu. - powiedziała ruda patrzą na jedną i na drugą siostrę.
- Eylon, to jest genialne! - zawołała Noyle.
- Ale co? - dopytywała się Clare.
- Tu jest napisane, że tylko pocałunek prawdziwej miłości może zdjąć klątwę magii piekieł nie tracąc przy tym mocy przeklętego. - wyjaśniła zachwycona Eylon.
- Pocałunek prawdziwej miłości? - spytała Clare.
- Jest problem. - wtrąciła się Noyle z miną przegranej.
- Jaki? - spytały obie kobiety.
- Taki, że każda magia ma swoją cenę. Pocałunek uleczy Percy'ego, ale... spojrzała na Eylon i Clare. - ...też pozbawi pamięci o tym, co przeżył razem z Harrym. Jakby nigdy się nie spotkali. - wyjaśniła Noyle.
- To co zrobimy? - spytała Clare. Obie kobiety westchnęły jednocześnie.
- Zaraz... Chwileczkę! Przecież Harry musi przenieść się w czasie! - Clare urwała, bo Eylon powiedziała:
- Wiemy, ale dopiero w 2028 roku. To za długo. Percy musi nauczyć Harry'ego opanować jego moc, a także nauczyć grać. - zauważyła.
- Och... masz rację. To co zrobimy? - spytała. Wszystkie trzy patrzyły na siebie. Nagle Noyle poderwała się z fotela.
- Chodźcie. Wiem co należy zrobić. - oznajmiła wybiegając z pokoju. Clare i Eylon spojrzały po sobie i pobiegły w jej ślady. Dotarły do Skrzydła Szpitalnego.
- Noyle, co zamierzasz zrobić? - spytała Clare, gdy ją dogoniła.
- Zaraz zobaczysz. Proszę się odsunąć... - powiedziała do pielęgniarki, a potem spojrzała na siostry. - ...a wy dziewczyny zbliżcie się... - Obie podeszły do siostry. Noyle sięgnęła za koszulę Percy'ego zdejmując srebrny klucz z jego szyi. Machnęła ręką i klucz uniósł się nad ciałem, a konkretniej nad sercem mężczyzny. Noyle chwyciła jedną ręką Eylon, a drugą Clare. Stanęły wokół łóżka przyjaciela. - ...Skupcie się i powtarzajcie za mną: Trzy serca córek Diabła i Anioła łączą się! Klucz Do Wrót Piekielnych i Niebiańskich zaginiony odnalazł się... Panie nasz! Ojcze nasz! Niech dusza i ciało Podróżującego W Czasie z kluczem złączą się! Niech pocałunek prawdziwej miłości uzdrowi go! - Zawołała. Każde jej zdanie jej siostry powtarzały słowo w słowo. Nagle zatrzęsła się posadzka, rozbłysły światła. Jedno białe, drugie bordowe padły na klucz. Powstał z niego błękitny kolor, który ulokował się w róży, a łańcuch o różowym kolorze zaświecił się. Sam klucz zabłysł i padł na serce Percy'ego. Mężczyzna zareagował tak nagle, jakby otrzymał potężny strzał piorunem. Klatka piersiowa podniosła się wyginając mu kręgosłup do tyłu. Trwało to kilkanaście sekund. W tym momencie wpadło kilka osób na czele z Merlinem i Salazarem.
- Co się... - Merlin urwał, gdy zobaczył co siostry robią. Zatrzymał się gwałtownie powstrzymując tym samym resztę do zbliżenia się do łóżka Levendera. Tymczasem sam zainteresowany opadł na poduszki. Zdawało im się, że stracił przytomność. Siostry opuściły ręce. Noyle nachyliła się nad przyjacielem sprawdzając jego stan.
- Żyje, ale ma niskie tętno i ciśnienie. Jeśli nie założymy mu naszyjnika z kluczem nie przeżyje nawet minuty. - oznajmiła.
- To mu go załóż. - prosiła Clare. Noyle pokręciła przecząco głową.
- Ja mu go nie mogę założyć... - oświadczyła ze smutną miną. - ...Tylko osoba, która prawdziwe go kocha może to zrobić. - wyjaśniła. Obie spojrzały na Eylon. Ta bez słowa wzięła naszyjnik, założyła mu go na szyję i szepnęła z miłością:
- Kocham cię, Percy. - po czym pocałowała go w usta. Rozbłysło światło tak jasne, że wszyscy zamknęli oczy. Powiał lekki wiatr odgarniając włosy Eylon i Percy'ego. Wszystkich zszokował jeden fakt. Ciało Percy'ego zmieniło wygląd. Na kilkanaście sekund był Harrym jako dorosły mężczyzna. Do złudzenia wyglądał jak dorosły James Potter. Ledwie minęły trzy sekundy, gdy się rozbudził. Oddychał ciężko próbując zebrać myśli. Rozglądał się dokoła próbując zlokalizować miejsce.
- No jasne...! Skrzydło Szpitalne... - zamknął oczy i nagle zdał sobie sprawę, że czuł się silniejszy fizycznie, magicznie i psychicznie. Rozejrzał się uważniej i nagle spostrzegł nad sobą... - ...Eylon! - wykrzyknął z radością.
- Percy... - westchnęła z ulgą. - ...Udało mi się ciebie obudzić. - powiedziała z uśmiechem.
- Jak? - spytał podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Dzięki Noyle. - odparł Merlin podchodząc do nich.
- Serio? W jaki sposób? - spytał.
- Eylon cię pocałowała. - odparła Clare. Percy rozszerzył oczy ze zrozumienia. Wyglądał jakby zdawał sobie sprawę z czegoś, co jest oczywiste.
- Potęga miłości zwycięży każdą magię... - szepnął Percy. - ...Pocałunek prawdziwej miłości daje niewiarygodną moc, szczególnie między zakochanymi. - powiedział. Wszyscy spojrzeli na siebie.
- Masz rację, Percy, jednak nie rozumiem czemu nie straciłeś pamięci, gdy odprawialiśmy... to coś? - spytała Clare. Noyle, Eylon i Percy spojrzeli na siebie.
- Clare... - odezwała się Eylon. Ta spojrzała na nią z pytającą miną. - ...Musisz się wielu rzeczy nauczyć. Postaramy się pokazać tobie i Harry'emu wiele rzeczy i nauczyć was wszystkiego co powinnyście wiedzieć. - odparła.
- Z biegiem lat nabierzecie doświadczenia i wiedzy, a także mocy. - dodał Percy z uśmiechem. Clare odwzajemniła uśmiech.
- Proszę państwa, czy moglibyście wyjść? Pan Levender musi odpocząć. - odezwała się srogo pani Pomfrey.
- Słusznie... - zawołał Godryk. - ...My już pójdziemy... - oświadczył wyganiając Eylon. - ...Przyjdziemy później. Do zobaczenia, Percivaldzie. - pożegnał go machając mu ręką. Percy z uśmiechem także im pomachał pozwalając się zbadać pielęgniarce.