niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 79 - Trzy oczy Shamora - część druga, "...szykuje się ostateczna wojna..." i trzecia siostra

Klik

        W następnej chwili pół przytomna Nicole znalazła się u stóp bramy Hogwartu w 1998 roku obok swoich braci. Słyszała jakieś stłumione głosy wokół siebie.
- Nicole, obudź się! - zawołał ktoś,... Ktoś znajomy...
- Nicole, obudź się. Czas wstać. - powiedział inny znajomy głos.
- Ma ktoś pomysł jak ją obudzić? - spytał jakiś inny głos.
- Ja mam. - odezwał się jeszcze inny głos, także znajomy. Po chwili poczuła coś mokrego i zimnego na twarzy. To ją obudziło. Uniosła się lekko. Czuła wodę na twarzy i mokre włosy.
- Już nie śpię!... - zawołała krztusząc się wodą. - ...Kto to zrobił?! - krzyknęła oburzona rozglądając się i starając się wytrzeć mokrą twarz. Zobaczyła wokół siebie mnóstwo osób. Po chwili wszyscy wskazali na Jacka szczerzącego się jak wariat.
- Wybacz, siostrzyczko. Musiałem cię obudzić. Długo byłaś nieprzytomna. - wyjaśnił. Rudowłosa młoda kobieta popatrzyła na niego, po czym uśmiechnęła się. Wstała i przytuliła go do siebie.
- A ja to co?? - zawołał Harry udając obrażonego.
- Och, wybacz, mój ty kochany Wybrańcze! - zachichotała i także go przytuliła.
- Czy nam się wydaje, czy nam coś umknęło? - spytał jakiś auror.
- Można tak powiedzieć, ale teraz to nie ważne. Gdzie jest Percy Levender? - spytała Nicole.
- Tu jestem. - odpowiedział wyżej wymieniony. Trójka Potterów podeszli do niego jak jeden mąż.
- Percy, wiesz coś może o jakiejś księżniczce? - spytał Harry.
- A o co chodzi? - spytał zaciekawiony.
- Chodzi o przepowiednię, którą dała nam Morgana poprzez Noyle. - wyjaśniła Nicole pokazując lśniącą niebiesko-czerwono-żółtą kulkę. Percy przyjrzał się jej przez chwilę starając się sobie coś przypomnieć. Po czym zaczął chodzić w tą i z powrotem po murawie.
- Daj mi na chwilę tą kulkę, może będę mieć wizję... - poprosił. Nicole dała mu ją, ale nim była reakcja w zetknięciu kulki z ręką Percy'ego odwrócił się. Jakby chciał coś ukryć. Trwało to kilka chwil. Po czym oddał ją dziewczynie. - ... Już wiem. To ma coś wspólnego z Blair Hamilton i jej rodowodem. Odegra ważną rolę w twoim życiu. Ta przepowiednia dotyczy ciebie, Harry, a raczej jesteś tam wspomniany, a także Nicole i księżniczka. Musicie ją odnaleźć. Więcej nic nie powiem. - wyjaśnił.
- Rozumiem. Kto zna tą Hamilton? - spytał Jack.
- Ja znam. - odpowiedział Harry.
- Naprawdę, a gdzie ona jest? - zapytała Nicole.
- Tu jestem. - rozległ się dziewczęcy głos. Wszyscy obejrzeli się i zobaczyli ciemnowłosą dziewczynę o lekko mrocznym spojrzeniu.
- Dobrze. Percy mówił, że masz coś wspólnego z księżniczką. - oświadczył Jack.
- Tak. Mam. - odpowiedziała.
- Więc powiesz mi kim ona jest? - spytał Harry.
- Tak, Harry Potterze. Ja nią jestem. Jestem prostej linii krwi jedyną potomkinią czterech rodów wampirów. To mnie szukacie. Pewnie masz coś dla mnie, panno Potter. - powiedziała spojrzawszy na Nicole.
- Chyba tak. Harry, Jack czas na usłyszenie przepowiedni... - oświadczyła spojrzawszy na braci. Obaj spojrzeli na siostrę i skinęli głowami. Podeszli razem do Blair. - ...Gotowi? - spytała.
- Tak. - powiedzieli jednocześnie.
- Dobra. - Nicole rzuciła o najbliższy kamień kulkę z przepowiednią. Ze środka kulki wyłoniła się postać nieznanej im kobiety, która zaczęła recytować te oto słowa:

W krytycznych czasach narodzi się dziewczę po jednym z czterech rodów wampirów... Mając 17 laty dziewczę te poświeci się dla Dziecka Losu, Strażniczki jego oraz ich brata, lecz przeżyje otrzymując moc, która pomoże Wybrańcom w zrozumieniu ich mocy... Niewinna jest, ale krwi przelała dużo, gdyż wychowywała się wśród tych, co nienawidziła z całego serca... Księżniczką jest, ale w duchu nie chce nią być... Wśród arystokraty wychowana, jednak ducha zwykłego ma... Kto ją pokocha mimo jej przeszłości i rodziny? Tego nikt nie wie. Ona sama wybrać musi kto jej wybrankiem serca stanie się... Otworzyć Wrota Piekieł i Niebios czas będzie trzeba, gdy serce i umysł potrzebny jest... Księżniczka powie jak trzeba to zrobić... Ona jedyna wie co jest kluczem do otwarcia ich...

Nagle kobieta zniknęła. Wszyscy spojrzeli na Blair i na Harry'ego.
- O rety... - szepnęła Blair.
- Wyjęłaś mi to z ust. - skomentował Jack.
- Jesteś księżniczką czterech rodów wampirów? - spytała Nicole.
- Tak. - potwierdziła.
- O co chodzi w tej przepowiedni? - spytał Jack.
- Pierwsza część mówi o mnie, że się narodzę, gdyż mam już 17 lat, więc jestem pełnoletnia. Urodziłam się w bardzo złych czasach. Potem o waszej trójce, ale wspomina mnie, że się poświęcę dla ciebie, Wybrańcze i twego rodzeństwa, więc mówi także o przyszłości. Jednak nie rozumiem tego otrzymania mocy. Dalej jest o tym, że przelałam dużo krwi. Chodzi tu o to, że będąc wampirem i piję krew. Jestem księżniczką, a nienawidzę nią być... - tu zwiesiła skromnie głowę. - ...Chcę być zwyczajna i chcę by mnie ktoś pokochał taką, jaka jestem, a nie za to, że jestem księżniczką wampirów... - tu załkała. - ...Dalszej części przepowiedni nie rozumiem. - objaśniła ocierając łzy z oczu.
- No dobrze. W porządku. - powiedział Harry.
- Coś mi się przypomniało. Zaraz wracam. - powiedziała Nicole i pobiegła ku aurorom.
- Mnie też. - odezwał się z dala Percy i pobiegł za nią.
- Co im jest? - spytał Jack.
- Mnie pytasz? Nie mam pojęcia. - odparł Harry wzruszając ramionami.
        Nicole wróciła po dziesięciu minutach do braci i księżniczki oznajmiając:
- Słuchajcie, mam wieści czemu nie ma tu żadnego ze Śmierciożerców. - oświadczyła.
- Właśnie, czemu ich tu nie ma?... - spytał Harry. - ...Z tego co pamiętam to nas atakowali, gdy my dotykaliśmy bariery. - zauważył.
- To prawda, ale tu to trwało zaledwie kilkanaście minut, a my tam byliśmy kilkanaście godzin. Inny rodzaj Pętli Czasu. Pamiętacie, chłopaki co mówił Slytherin? Rzucą inny rodzaj Pętli Czasu wokół Hogwartu. My byliśmy źródłem i wpadliśmy w niego także dzięki Noyle, która przeniosła nas w czasie, a my wcześniej dotknęliśmy tej bariery usuwając ją, a potem ją nałożyliśmy ponownie... - Nicole urwała, bo McGonagall dodała:
- I jest silniejsza niż wcześniej. - oświadczyła. Wszyscy na nią spojrzeli.
- Rozumiem, ale wracając do rzeczy... Przez kilka minut nie było jej i w ciągu tych kilku minut my byliśmy tam nakładając ją ponownie i ona jest znowu silniejsza. - wyjaśniła.
- Dokładnie, Nicole. - przyznał jej rację Percy pojawiając obok nich "jak spod ziemi". Dziewczyna spojrzała na niego.
- O co chodzi? - spytała.
- Wy jesteście tu, a bariera została nałożona ponownie ze zwiększoną mocą. Jak ją zdejmiecie, by wejść na teren Hogwartu? - spytał zagadkowo. Była Krukonka patrzyła na niego przez chwilę, po czym spojrzała na bramę i barierę wokół terenów, następnie rozejrzała się po okolicy. Zostaniecie obdarzeni ogromną wiedzą i mocą, większą od Morgany Le Fay i Lorda Lordów... Rozległ się w jej głowie głos Noyle. Spojrzała na swoje ręce, potem na swoich braci i nagle zauważyła na szyi Harry'ego medalion z Okiem Shamora. Spojrzała na pas Jacka, tam też było to Oko. Dotknęła swoich kolczyków.
- Mam pomysł... - wyszeptała. - ...Harry, Jack, chodźcie. - nakazała im idąc ku bramie.
- Ale, panno Potter nikomu nie udało się zdjąć tej bariery. - przypomniał jej z dala profesor Flitwick.
- Wiem, profesorze, ale naszej trójce to się uda. Harry, Jack, użyjemy naszych podarunków, a wy odsuńcie się. - poprosiła tych, co byli przy bramie. Wykonali jej prośbę. Cała trójka podeszła do bramy, dotknęli jedną ręką swoich kamieni na biżuterii danych od Godryka, a drugą ręką dotknęli bariery, po czym powiedzieli zgodnie:
- APERIRE! - przy ich dłoniach zabłysło światło, które spowodowało najpierw potężny rozbłysk, który zgasł po kilku sekundach, a następnie otwarcie bariery, a po chwili otworzyła się brama. Wszystkich zaskoczyło to, że się udało, prócz Percy'ego. Podeszli do nich i pogratulowali im.
- Chodźmy do środka. - zaproponował Remus.
- Zgoda. - powiedział Harry.
- Skąd to macie? - spytała Blair trójki Potterów wskazując na ich biżuterię.
- Och, to długa historia. - odpowiedziała Nicole.
- Percy! - rozległ się głos Elyon. Wybiegła z lasu.
- Elyon? Co tu robisz? - spytał.
- Przybyłam tu z Nicole. Tu niedaleko są nieprzytomni Śmierciożercy i wystraszeni uczniowie. Panowie, możecie się nimi zająć? - zwróciła się do aurorów.
- Tak, oczywiście. Panowie, idziemy. Robota czeka. - powiedział jakiś auror.
- Jak to się stało? - spytał Percy Nicole.
- Właściwie to już nie pamiętam. Spytaj Elyon. - powiedziała wymijająco Ruda. Młodzieniec spojrzał na wyżej wymienioną. Ta westchnęła i opowiedziała całą historię, która trwała około dziesięciu minut
        - Potem wrócili i nas zaatakowali, a ja powiedziałam Nicole, by pobiega do bramy i pomogła wam. Gdy była przy niej rzuciłam na nią zaklęcie kameleona, a ja zajęłam się spokojnie Śmierciożercami. Oszołomiłam jednego po drugim, a gdy się upewniłam, że wszyscy leżą zdjęłam zaklęcie z uczniów i kazałam im czekać tam na pomoc. Zapewniłam ich, że Śmierciożercy są nieprzytomni i pozbawieni różdżek. - wyjaśniła.
- Świetnie się spisałaś, Elyon. - pogratulował jej Percy poklepując po ramieniu.
- Percy, mogę cię o coś prosić? - spytał Harry.
- Słucham?
- Czy mógłbyś odwoływać czasami swoją Elyon bym ja przywoływał swoją? - poprosił. Percy spojrzał na Elyon.
- Nie nie wiem. Zrobimy tak, Harry: Ja zostanę tutaj, ty przeniesiesz się do przeszłości w czasy Założycieli Hogwartu. Twoja Elyon będzie musiała nabrać doświadczenia. Ona ma wiedzę taką samą jak moja, ale jeśli chodzi o twoje umiejętności to inna sprawa. Trzeba cię podszkolić. Moja Elyon będzie cię szkolić pod kątem psychicznym i umysłowym. Ja będę cię szkolić pod kątem fizycznym i magicznym. Na dodatek będziemy cię też szkolić wiedzą historyczną na temat różnych spraw czarodziejów, które powinieneś wiedzieć. Zaczniesz swoją podróż w czasach Merlina Wielkiego, ale jako mały chłopiec, gdyż on będzie miał około 13 lat. - wyjaśnił. Z tyłu usłyszeli jakiś szelest i zamieszanie. To Jack ponownie zemdlał.
- O nie! - wyrwało się Harry'emu.
- Jack! - zawołał Percy. Obok piwnookiego siedzieli rodzice oraz Allan i jego żona Aurelia.
- Czy możecie mi wyjaśnić co się z nim dzieje z Jackiem? - zapytał Allan. Każde z nich spojrzało po sobie. Uzgodnili między sobą, że to Harry mu wyjaśni.
- Mój brat jest Przepowiadaczem Snów. Przewiduje przyszłość poprzez sny, gdzie dowiaduje się co mamy robić w danym momencie. Po przebudzeniu wypowiada proroctwo, które ma się wydarzyć w najbliższym czasie... - spojrzał na brata. - ...Najwyraźniej jakieś słowo, które wypowiedział Percy spowodowało, że wpadł senny trans. Pozostało nam tylko czekać. - oświadczył.

~~*~~

        Tymczasem Jack stał w jasnym świetle. Widział dwie prawie identyczne kobiety, Percy'ego i Harry'ego. Elyon za prośbą młodzieńców wyczarowała "swoje" odbicie, która z chwili na chwilę zmieniała wygląd. Miała rude kręcone włosy i zielone oczy. Przypominała mu jego matkę. Nagle owa kobieta wraz z jej siostrami podeszły do Jacka. Chłopak był tak wystraszony, że stał w miejscu czekając na ich słowa. Noyle pierwsza się odezwała:
- Drogi, chłopcze. Już wkrótce pojawi się wróg Podróżującego W Czasie, ale o tym chcemy z tobą rozmawiać. - oznajmiła.
- Następnym razem opowiemy ci o tym, ale lepiej będzie, gdyby Percivald wam to wyjaśnił. - dodała Elyon.
- Teraz chcemy ci powiedzieć co zamierza twój brat - Harry. Chce on mnie stworzyć, bym ja i ma poprzedniczka... - ruda kobieta wskazała na Elyon. - ...istniały. - dodała z lekkim uśmiechem.
- Powiemy ci jak brzmi następna przepowiednia. - oświadczyła Elyon, a Noyle wyrecytowała te oto słowa:
- Powstaną trzy nieśmiertelne siostry, które pomogą Harry'emu Potterowi uzyskać moc do pokonania Czarnego Lorda z dawnych lat. - powiedziała. Jacka lekko zdziwiło. Siostry? Czarny Lord z dawnych lat?
- Dziękuję wam. Do zobaczenia. - pożegnał ich i chwilę potem zniknął powracając do rzeczywistości.

~~*~~

Rzeczywistość...
        Jack powoli budził się, ale nikt tego nie zauważył, gdyż byli zajęci czym innym. Ktoś biegł ku nim.
- Percy! Harry! - wrzasnął ktoś od strony lasu. Obejrzeli się i zobaczyli kilku aurorów. Na przedzie zobaczyli kuśtykającego Alastora Moody'ego.
- Szalonooki, co się dzieje? - spytał Percy.
- Śmierciożercy nadchodzą. Jest ich ze trzy setki. Sami Wiecie Kto jest z nimi. - oświadczył.
- Pięknie. - skomentował ze złością Percy.
- Hej! - zwróciła na siebie uwagę Elyon.
- Co?! - warknął Percy zirytowanym tonem spojrzawszy na przyjaciółkę.
- Em... Chciałam tylko powiedzieć, że Jack się budzi. - odparła. Wszyscy zareagowali i nachylili nad młodzieńcem.
- Jack? Obudź się. Wszyscy tu są. Czekamy na przepowiednię. - odezwała się Lily. Ten dopiero po chwili otworzył oczy. Gdy to zrobił skierował wzrok ku... Elyon. Nabrał powietrza i wyrecytował:
- Powstaną trzy nieśmiertelne siostry, które pomogą Harry'emu Potterowi uzyskać moc do pokonania Czarnego Lorda z dawnych lat. - powiedział. Percy natychmiast pstryknął bratu przed twarzą. Wszyscy na niego spojrzeli ze zdziwieniem, ale ten nie kwapił się do wyjaśnień.
- Trzeba zwołać jak najwięcej ludzi. - oznajmił Alastor.
- Zwołam ich. Trzeba się rozdzielić. Percy, znajdź Zakon Feniksa i Armię Hogwartu. Elyon, odszukaj nauczycieli i Gwardię Dumbledore'a w Hogwarcie. Zaprowadźcie ich do Wielkiej Sali. Wyjaśnijcie im, że wkrótce wrócę. Ja sprowadzę resztę. - oświadczył Harry. Po czym sięgnął za pazuchę i wyjął z niej lutnię. Dmuchnął w nią. Wydobył się z niej bardzo cichy dźwięk. Po chwili pojawił się mężczyzna w czarnej pelerynie.
- Witaj, przyjacielu. Miło cię widzieć. W czym mogę ci pomóc? - spytał wampir.
- Witaj. Mnie też miło cię widzieć. Potrzebuje waszej pomocy. Powiedz królowi Ralphowi, by sprowadził jak najszybciej i jak najwięcej swoich wojowników z całego królestwa wampirów do Hogwartu. - poprosił. Wampir był zaskoczony taką wiadomością.
- Jeśli mogę zapytać, poco? Poco mamy przybywać do Hogwartu tak szybko i z taką ilością wojowników? - spytał.
- Gdyż szykuje się ostateczna wojna, drogi przyjacielu. U bram Hogwartu stoi mój śmiertelny wróg. Lord Voldemort i jego trzy setki Śmierciożerców. - wyjaśnił.
- Rozumiem. Zajmę się tym. - powiedział z uśmiechem i zniknął z pola widzenia. Harry sięgnął ponownie do kieszeni i wyjął Lusterko Dwukierunkowe powiedziawszy do swego przyszłego Ja:
- Percy, czy mogę o coś poprosić twoją Elyon? - spytał.
- Tak, oczywiście. - odparł.
- Dziękuję. - młodzieniec podszedł do kobiety i spojrzał na nią.
- Słucham, Potter? - spytała.
- Chciałbym prosić cię o dwie rzeczy. Twoje umiejętności są ogromne, co nie? - spytał.
- To prawda. Są nieograniczone. Mogę zrobić wszystko czego sobie zapragnę, oczywiście za zgodą Percy'ego. - dodała.
- Rozumiem. A czy jeśli Percy się zgodzi to, gdybym wezwał swoją Elyon...
- Ale, Harry... - zaczął mężczyzna.
- Daj mi skończyć, Percy... - przerwał mu Harry, po czym spojrzał ponownie na Elyon. - ...I ty byś przemieniła ją w inną osobę do czasu, gdy nie przeniesiemy się w czasie? Była by prawie tą samą osobą, o tej samej wiedzy co ty, ale innym charakterze, miała by inny wygląd itp. To czy dałoby się ją zmienić w waszą siostrę? - wyjaśnił Harry. Elyon i Percy spojrzeli po sobie. Jack patrzył na nich z wielkim zainteresowaniem, jak zresztą wszyscy.
- Oto chodziło w tej przepowiedni! Elyon ma przemienić twoją Elyon w inną osobę tak byście we trzy były siostrami! - zawołał z podnieceniem Jack. Wszyscy na niego spojrzeli, a potem na Harry'ego, Percy'ego i Elyon. On już to wiedział wcześniej, jednak była to pierwsza część proroctwa. Więc kiedy spełni się druga
- Elyon on po prostu jest genialny! - zawołał Percy.
- I dziwisz się mu? On jest tobą. Sam chciałeś tak zrobić, gdy byłeś nim. Tak, moglibyśmy to uczynić. - powiedziała.
- Ale wy się połączycie. - zauważył.
- Praktycznie byśmy się połączyły, ale jednocześnie możemy istnieć tylko na kilka minut i to wystarczy bym rzuciła urok. W tym czasie musicie szybko wymyślić także jej własną tożsamość i wygląd. - oboje spojrzeli na Harry'ego.
- Harry, jak chcesz by wyglądała? - spytał Percy. Harry przez chwilę się zastanawiał, a potem podszedł do Percy'ego i powiedział:
- Chcę by była płomienno ruda i miała zielone oczy. - odparł.
- Dobra, już wiem. Wezwij ją. - nakazała.
- Elyon! - zawołał w obcym języku. Chwilę potem powiał wiatr i pojawiła się blond włosa kobieta identyczna do kobiety obok.
- Elyon, muszę z tobą pogadać. - zwrócił się do niej Harry.
- Co się dzieje?... - spytała. - ...Kim ona jest?
- Jestem tobą w przyszłości i podróżującą w czasie z Percym Levenderem. Harry zażyczył sobie bym cię przemieniła w osobę z innym charakterem i o wyglądzie. W ten sposób będziesz mogła z nami przebywać na Ziemi, ale pod inną postacią i zmniejszą mocą. Mamy nie wiele czasu. Zaledwie pięć minut, bo potem się połączymy. - wyjaśniła.
- Pytanie teraz brzmi: Czy się na to zgadzasz? - spytał Harry. Kobieta spojrzała na Harry'ego, Percy'ego i drugą Elyon i ponownie na Harry'ego pełnego nadziei. W końcu odparła:
- Dobrze. Zgoda.
- Wspaniale. Podejdź tu.... - nakazała. Elyon (Harry'ego) podeszła do swej przyszłej Ja, a ona powiedziała do Harry'ego: - ...Harry, ty też podejdź... - poprosiła. Harry zbliżył się do nich. - ...Pochyl głowę i zamknij oczy. - nakazała. Harry uczynił to. Położyła dłoń na jego głowie, a drugą uniosła nad głową drugiej Elyon. - ...Harry, jak chcesz by się nazywała? - spytała. Harry przez chwilę się zastanawiał aż w końcu odpowiedział:
- Clarence Trudeau. - odpowiedział. (Od autorki: Clarence Trudeau – czyt.: Klarinss Trudoł).
- Dobrze. - jeszcze przez kilka chwil stali w milczeniu aż w końcu coś się stało z Elyon Harry'ego. Zaczęła się zmieniać. Najpierw całe jej ciało zaczęło się świecić białym światłem, a potem figura i tors zmieniły się razem z twarzą. Zniknęły także skrzydła. Nie była blondynką. Teraz była płomienno ruda. Wyglądała tak:


Elyon machnęła jeszcze ręką przed twarzą Clare wypowiadając dziwne słowa, a w międzyczasie robiąc koło wokół niej.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 79 - Trzy oczy Shamora i powrót - część pierwsza

Klik

Niedługo potem...
         Walka trwała długo. Były lekkie rany, ale na szczęście nie groźne. Większość leżała na ziemi poza Morganą, Percym, Harrym i Jackiem. Trzymali różdżki w ręku Jack i Morgana ledwo stali na nogach.
- Poddaj się! - zawołał Percy cały we krwi.
- Nigdy! - zawołała. Nagle machnęła ręką i przylewitowała nieprzytomną Nicole do siebie.
- Nie! - zawołali jednocześnie bliźniacy Potter i pobiegli ku nich. Nagle coś się wydarzyło, gdy Morgana wypowiadała śmiertelne zaklęcie celując w Nicole Jack i Harry, w ramach zemsty, zawołali jednocześnie celując różdżki ku kobiecie:
- PROTEGO! - Nagle rozbłysło światło tak jasne, że raziło w oczy. Morganę odrzuciło od nich trojga.
- HARRY! - wrzasnął Percy.
- Co?... - spytał głupio. Nagle obaj jednocześnie się zachwiali. Percy padł na kolana po czym upadł twarzą na ziemię. - ...Percy?... - spytał Harry. - ...Percy!! Jack!! Nie! Salazarze, Helgo! Godryku! - zawołał. Cała czwórka podbiegał do niego.
- Co się stało, Harry? - spytał Jack.
- Percy'emu coś się stało. - wyjaśnił.
- A co z Morganą? - spytał Jack.
- Nie wiem. Pójdę sprawdzić... - powiedział Harry i podbiegł do niej. Nachylił się nad nią. Sprawdził jej stan. Serce biło, a oddech był nierówny, ale była stabilna. Nagle coś się stało. Z jej pierścionka w kształcie serca wyleciał czarny dym. Harry szybko się odsunął. - ...Spójrzcie! - zawołał pokazując na dym. Wszyscy tam spojrzeli. W tym momencie Percy obudził się i spojrzał w niebo lekko rozchylonymi oczami. Przeraziło go, to co zobaczył. Chciał coś powiedzieć, ale trudno im było to zrozumieć. Brzmiało to jak:
- Mohsa Dududa? - zdziwiła się Helga.
- On chyba chce powiedzieć... - odezwał się Harry zauważywszy, że Percy wskazuje na niebo. - …Mroczna Dusza. - objaśnił. Ten skinął głową.
- Pomogę mu. - powiedział Salazar. Podszedł do Percy'ego i machnął mu przed twarzą wypowiadając jakieś skompilowane słowa po łacinie. Po kilku chwilach przestał bełkotać.
- Dzięki... - powiedział z ulgą. - ...Nie wierzę, że to powiem, ale jestem twoim dłużnikiem, Salazarze. - wymamrotał opierając się na łokciach.
- Zgłoszę się. - stwierdził z zadowolonym uśmiechem podobnym do Voldemorta. Percy tylko przygryzł wargi, po czym spojrzał ponownie w niebo.
- Nie ruszajcie się. Niech nikt się nie drgnie. To Mroczna Dusza. - wyjaśnił
- Przepowiednia!... - ryknął niespodziewanie Jack. - "...Mroczna Dusza sprowadzona będzie razem z nimi, ale żadne z nich nie będzie o tym wiedzieć... Dzięki niej Wybraniec pokona Czarnego Pana swoich czasów..." - wyrecytował.
- Kim jest ten Czarny Pan? - zdziwił się Godryk.
- To wróg Harry'ego i potomek Slytherina w XX wieku. - wyjaśnił Jack.
- Ach tak. A czemu Percy tak się źle czuł? - dopytywał się Gryffindor.
- Jest moją przyszłością. Czuje to co ja... - odezwał się Harry. - ...Słuchajcie, musimy ocucić Nicole i wrócić do naszych czasów. - oznajmił Harry.
- Już się robi. - powiedział Jack. Podszedł do siostry, wyjął różdżkę i zawołał celując w jej twarz: - ...Aquamenti! - strumień zimnej wody chlusnął dziewczynę brutalnie w twarz i równie brutalnie obudził. Wstała jak oparzona.
- Gdzie ja jestem? - wymamrotała.
- W przeszłości. W czasach Założycieli Hogwartu. - wyjaśnił jej Harry.
- No tak, faktycznie. - wymamrotała. Nagle – niespodziewanie Mroczna Dusza w mgnieniu oka poleciała ku... Harry'emu.
- Harry, uważaj! - krzyknął Percy. Obaj jednocześnie upadli na kolana wstrzymując oddech. Potem odetchnęli z ulgą.
- Mam dziwne deja vu... - wymamrotał Jack patrząc na braci. Percy tylko na niego spojrzał, ale milczał.
- Słuchajcie, rodzeństwo Potter musi już iść. Wykonali już swoje zadanie. Pokonali Morganę, wypełnili przepowiednię i zabrali stąd, co mieli zabrać... - Salazar spojrzał na Harry'ego. - ...Tak, Potter, zabrałeś ze sobą Mroczną Duszę z przeszłości. Dzięki niej pokonasz mojego potomka. Teraz najwyższy czas byście wrócili do siebie. - oświadczył.
- A co z Morganą? - spytała Nicole.
- Nią się nie przejmuj. Nikomu już nie zaszkodzi. W jej pierścieniu nie ma już Mrocznej Duszy. Została oczyszczona ze zła dzięki wam obu. - wyjaśnił.
- Dziękuję wam, chłopcy, że mnie uratowaliście. - odezwała się Nicole.
- Nie ma za co, siostrzyczko. - powiedział Harry tuląc ją.
- Dobrze, dość tego. Czas iść. - oświadczył Percy.
- Czekaj, Percivaldzie. My też chcemy się pożegnać. - odezwała się Helga.
- No dobrze. - jęknął młodzieniec. Tak więc troje z czwórki Założycieli podeszli do rodzeństwa Potter. Pierwszy odezwał się Godryk:
- Więc, życzę wam przyjemnej podróży w czasie. Mam tu dla was trojga po prezencie. Dla ciebie, Jack mam medalion, który może odbijać wszystkie Zaklęcia Niewybaczalne... - powiedział. Po tej przemowie podszedł do Harry'ego. - ...Panie Potter, waszej trójce dam te błyskotki. - po czym podał mu trzy rzeczy: Pas, naszyjnik i kolczyki.


- Co to jest? - spytał Harry.
- Trzy Oczy Shamora. - wyjaśnił Godryk.
- Wow! Super! - zachwycił Jack.
- Czemu się tak zachwycasz? - spytała Helga.
- Bo Bogumił Shamor to najsłynniejszy czarodziej zaraz po was, o którym się uczyłem! Zasłynął ze stwarzania wielu przedmiotów o dużej mocy magicznej i właściwościach, szczególnie uzdrawiających i leczniczych. - wyjaśnił Jack.
- Zgadza się... - potwierdził Godryk. - ...Dodam, że te przedmioty mogą także zwiększać czarodziejską moc właściciela o tyle ile chcesz. Wystarczy, że właściciel będzie go nosić na sobie. - wyjaśnił.
- Naprawdę? - spytał Jack.
- Tak. - powiedział mężczyzna.
- Więc możemy je wziąć? - spytał Harry.
- Oczywiście. - zgodził się Godryk.
- Ale najpierw musi wyzdrowieć wasza siostra, potem możecie ruszać do waszych czasów. - odezwała się Helga.
- Ile to może potrwać? - spytał Jack.
- Nie wiem. Kilka godzin. - odparła kobieta.
- Percy, zrób coś. Musimy ruszać natychmiast! - zawołał Harry.
- A wy nie możecie jej uzdrowić? - spytał Slytherin.
- Ale jak? - spytał Harry.
- Macie zwiększoną moc, więc możecie. - wyjaśnił wężousty.
- Mielibyśmy, gdyby Nicole trochę lepiej się poczuła. Jak mówi przepowiednia: "...Oddzielnie są słabi, ale razem stworzą barierę, która niczego nie przebije..." - wyrecytował.
- No jasne! Muszą jeszcze stworzyć barierę! Jeśli jej nie stworzą bez siostry nie będą mogli odejść. - rozległ się głos Merlina tuż za nimi. Obejrzeli się i zobaczyli go kulejącego z laską ku nim.
- Mistrzu Merlinie! Nie powinieneś wychodzić z łóżka! To niezdrowo dla ciebie! Powinieneś leżeć! - poradził Percy podchodząc do niego szybkim krokiem.
- Musimy w końcu zrobić to, ale jak wyleczyć Nicole? - spytał Harry.
- Możecie to zrobić dzięki tym przedmiotom... - odezwał się Godryk wskazując na Trzy Oczy Shamora. - ...Wybierzcie po jednym, a trzeci dajcie swojej siostrze. Potem wypowiecie zaklęcie, które musicie zapamiętać. - poradził starzec.
         Wszyscy poszli do kwater Potterówny, a po drodze obaj chłopcy wybierali biżuterię. Nie było zbyt dużego wyboru, gdyż były to: pas, naszyjnik i kolczyki.
- Jack, co wybierzesz? - spytał Harry brata.
- Nie wiem. Chciałbym coś, co nie rzuca się w oczy. - westchnął po chwili namysłu. Obaj spojrzeli po sobie, a potem spojrzeli na pas.
- Dobra, ty bierz pas, ja wezmę naszyjnik, Nicole damy kolczyki. - oświadczył.
- Dobra. Zgadzam się. - powiedział skinąwszy głową. Gdy znaleźli się wewnątrz kwater swej siostry była tam już Helga.
- Helgo, jak z naszą siostrą? - spytał Harry.
- Obudziła się już. Nie ma ran zewnętrznych ani wewnętrznych. Jej stan psychiczny jest w normie. Jest w lekkim szoku. Nie denerwujcie jej. Możecie wejść, chłopcy, ale tylko na chwilę. Nie przemęczajcie jej. Musi odpoczywać. - powiedziała.
- Dobrze. Dziękujemy, proszę pani. - podziękowali jednocześnie i weszli.
- Nicole! - zawołał Harry, gdy tylko kobieta wyszła.
- Jak się czujesz? - spytał Jack.
- Dobrze, chłopcy... - odezwała się słabym głosem. - ...Co się tak właściwie stało? Pamiętam tylko jak Morgana mnie torturowała na błonach. - zamyśliła się.
- Nie uwierzysz, siostrzyczko! Harry ma w sobie Mroczna Duszę!... - szepnął Jack. - ...I nie owładnęła nim. - dodał.
- Ty no, mówisz poważnie? - spytała.
- Tak. Percy sam to widział jak we mnie wchodzi, a przepowiednia sama o tym mówi... - wyjaśnił. - ...Och, na śmierć bym za pomniał! Mamy coś dla ciebie. Słuchaj, pan Gryffindor dał nam na pożegnanie trzy przedmioty dla każdego z nas. Są to Trzy Oczy Shamora. - wyjaśnił.
- Niemożliwe! - pisnęła.
- Wiesz co to jest? - spytał Jack.
- Tak. Od lat tego szukałam. Jeden z brakujących elementów układanki. - wzięła od nich kolczyki i założyła na uszy. Nagle poczuli we troje przypływ energii i mocy, za to Nicole poczuła, że przybywa jej sił witalnych. Wstała z łóżka.
- Nicole, co robisz? Powinnaś leżeć. - poradził jej Harry.
- Nic mi nie jest. Czuję się o wiele lepiej. - oświadczyła.
- Harry, to chyba dzięki tym Oczom Shamora... - zauważył Jack. - ...Mają moc uzdrawiającą.
- Nie. To chyba z powodu, że my troje mamy je na sobie. - zauważył.
- Przedmioty działają tylko wtedy, gdy trzy osoby są w jednym pomieszczeniu, mają je na sobie, mają czyste serca, czyste także umysły, są jednego pokrewieństwa, a przede wszystkim łączy ich wspólna więź rodzinna oraz przeznaczenie. - Te słowa wypowiedziała najmniej spodziewana osoba. W drzwiach stała... Morgana????
- Morgana Le Fay? - zdziwił się Harry.
- Tak. To ja. - potwierdziła.
- Co to ma wszystko znaczyć? - spytał Jack.
- To znaczy, że jesteście jedynymi osobami, które mają prawo nosić te przedmioty. - wyjaśniła.
- Dlaczego? - zdziwiła się Nicole.
- Dlatego, że jesteście po pierwsze: rodzeństwem. Po drugie: waszym wspólnym rodzicem jest matka. Po trzecie: Ze względu na całą tą sytuację z moim pierścieniem, w którym była Mroczna Dusza, tak przy okazji, Harry Potterze dziękuję za pomoc w uwolnieniem mnie od niej. - podziękowała.
- Nie ma za co. - powiedział.
- Wracając do sprawy. Jesteście dobrymi ludźmi, to widać. Wasze przeznaczenie jest wypisane w gwiazdach i w przepowiedni, którą powtórzył wam Merlin, a także w innych proroctwach, które ja znam. Jednak wam ich nie pokażę, gdyż nie mogę zdradzać nikomu ich sekretów. - oświadczyła.
- Rozumiemy to, pani Le Fay. Możemy jednak coś z tym zrobić. Pani nam pomoże, a my pomożemy pani. - oświadczyła Nicole.
- W jaki sposób? - spytała kobieta.
- Powiemy ci które z Założycieli zdradzi swych towarzyszy. - oświadczył Jack.
- Zgłupiałeś??? - krzyknęła Nicole chwyciwszy go za ramiona.
- Spokojnie. Wiem co robię... - zapewnił ją Puchon i zwrócił się ponownie do kobiety. - ...My powiemy kto będzie zdrajcą, a w zamian pani pomoże nam zbudować ochronną barierę wokół Hogwartu przed tym, kto zdradzi i jego poplecznikami, a szczególnie przed Katherine. - objaśnił Jack.
- Zgoda, ale pod warunkiem, że ten wasz Levender i Merlin nie dowiedzą się, że maczałam w tym palce. Będę trzymać się z dala od nich, lecz będę w pobliżu, gdy będziecie wytwarzać osłonę. - oświadczyła.
- Na taki warunek mogę się zgodzić. - oświadczył Jack.
- Ja także. - dodała Nicole.
- Ja również. - powiedział Harry.
- Świetnie. Więc będę niedaleko. Dajcie mi znać, gdy będziecie wytwarzać barierę. Spotkamy się nie długo. - powiedział kobieta wychodząc. Cała trójka upewniwszy się, że nie było jej w zamku poszli prosto do kwater Roweny. Tam spotkali resztę.
- Witajcie. - przywitali się jednocześnie rodzeństwo Potter.
- Cześć. - przywitał się Percy.
- Miło was widzieć. - powitał ich Godryk.
- Chcieliśmy zobaczyć co z panią Ravenclaw. - powiedziała Nicole.
- Może coś poradzimy? - spytali jednocześnie bliźniacy. Cała piątka spojrzeli po sobie. Nie sądzili, że mogli by powierzyć los swojej przyjaciółki dzieciom.
         Po krótkiej naradzie zgodzili się. Panna Potter podeszła najpierw do Godryka i spytała:
- Jak działają te przedmioty? - spytała Nicole. Gryffindor spojrzawszy na nią i odpowiedział.
- Musicie dotknąć jedną ręką kamienia na swoich biżuteriach, a drugą osoby, którą chcecie uleczyć. Następnie wypowiedzieć zaklęcie: Sanitas. - wyjaśnił.
- Dobrze... - powiedział Harry. - ...Chodźcie. - machnął na rodzeństwo. Jack i Nicole podeszli do leżącej Roweny i jednocześnie dotknęli jej. Pod ich palcami pojawiły małe światełka, gdy tylko dotknęli kamieni na swojej biżuterii Percy wrzasnął:
- Padnij!
- Czemu? - spytała Helga, ale nim się zorientowała już leżała na podłodze przygwożdżona przez przyjaciela, a w następnej chwili Harry, Jack i Nicole zawołali zaklęcie.
- Sanitas! - zawołali jednocześnie. Nagle rozbłysło oślepiające światło, które spowodowało, że wszystkie meble prócz łoża, na którym leżała Rowena, się roztrzaskały. Gdy światło zgasło wszystko ustało. Meble powróciły do poprzedniego stanu, a ona sama otworzyła oczy.
- Co... co się stało? - spytała.
- Roweno? Jak się czujesz? - spytał Godryk nachylając się nad nią.
- Ja... - spojrzała na swoje ręce, po czym spróbowała się podnieść, ale nie mogła, więc Godryk pomógł jej usiąść. - ...Chyba już mi lepiej. Kto mi pomógł? - spytała.
- Nasza Wielka Trójka... - odpowiedziała pani Hufflepuff pokazując na Potterów. - ...Nie uwierzysz co się działo przez ten czas, gdy byłaś nie przytomna. - zachwyciła się Helga.
- Pani Hufflepuff, opowie pani o wszystkim przyjaciółce, gdy tylko odejdziemy. Teraz czas na to byśmy nałożyli ochronną barierę na tą szkołę. Pani Ravenclaw, jeśli się pani już lepiej czuje to sądzę, że teraz musimy wyjść i postawić osłonę wokół Hogwartu. Nicole, idź po Sama Wiesz Kogo. Powiedz jej, by była gotowa. Spytaj ją też czy zna telepatię. - odezwał się Jack.
- Dobrze, bracie. - po czym wyszła.
- Gdzie ona idzie? - spytał Percy.
- Nie twoja sprawa, Percy. Prosiła nas byśmy nikomu nie mówili, a szczególnie tobie i Merlinowi. Będzie dobrze. Zaufaj nam, proszę. - prosił Jack. Percy przez chwilę patrzył na niego z niesmakiem, ale oznajmił:
- Dobrze, zaufam, ale jeśli będzie to coś złego i powiecie tej osobie coś z przyszłości będzie źle. - oświadczył.
- Spoko. Zapanujesz nad tym. Wierzymy w ciebie. - uśmiechnęła się Nicole.
- Nicole, ma rację. Ważne jest to by odesłać was z powrotem w przyszłość. Pierwszy punkt to by Rowena wyszła z łóżka, gdyż jest potrzebna przyjaciołom. Roweno, masz. Wystarczą teraz eliksiry wzmacniające i regenerujące. Zażyj je, moja droga. Zaraz poczujesz się lepiej... - powiedział Percy podając jej dwie buteleczki z eliksirami. Kobieta wzięła je i upiła po łyku. Po chwili rzeczywiście była już w lepszym stanie, gdyż nabrała kolorów na twarzy. - ...Wspaniale wyglądasz. Dobrze, teraz się przebierz. Helgo, pomożesz jej. My wyjdziemy. Nie będziemy wam przeszkadzać. - Mężczyźni zgodzili się z nim, więc wszyli.
Kilka minut później Helga powiadomiła ich, że mogą już wejść. Rowena wyglądała wspaniale. Miała na sobie białą lekko koronkową długą suknię z wzorkami rozłożystą w talii. W uszach miała ładne kolczyki, na czole drobne korale, a na szyi wisiorek. Włosy miała upięte w koka.
- Wyglądasz prze cudownie! - zawołali jednocześnie Salazar i Godryk.
- A ja powiem, że wyglądasz zachwycająco. - dodał Percy.
- Dziękuję, panowie. Jest mi miło, że tak mówicie. - powiedziała z uśmiechem.
- "Jack?" - odezwała się telepatycznie Nicole
- "Tak?" - spytał wyżej wymieniony słysząc w głowie głos siostry.
- "Dowiedziałam się, że Morgana umie telepatię" - wyjaśniła.
- "Wspaniale! Wracaj" - powiedział do siostry.
- Dobrze, więc. Chodźmy na błonia. Stwórzmy barierę i miejmy to z głowy. Chcę wracać do domu. - odezwał się Jack. Wszyscy wyszli na zewnątrz i stanęli pośrodku łąki.
- Co teraz? - spytała Rowena.
- Teraz poczekajmy na Nicole. - oznajmił.
         Czekali kilka minut, aż w końcu wyszła z lasu (przyszłego Zakazanego Lasu).
- Nicole, jesteś wreszcie!... - zawołał Harry podbiegając do niej. - ...Czekaliśmy na ciebie. - dodał.
- To zaczynamy? - spytała.
- Tak... - odpowiedział Jack. - ...Harry, idź nad jezioro, Nicole ty zostań tutaj. Ja pójdę na drugą stronę zamku. Teraz Założyciele i Merlin... - popatrzył na nich. - ...Godryku, ty pójdziesz na północ, Salazar, na południe, Helga, wschód, a Rowena zachód. Merlin niech wejdzie do zamku i znajdzie w nim Punkt Środkowy zamku, czyli tak zwany punkt magiczny. - wyjaśnił Jack.
- Co to znaczy? - spytał Harry.
- Chcę użyć zaklęcia ochronnego nie przed Morganą a przed Morgause i Katherine. One są głównym zagrożeniem. Były one marionetką, by zawładnąć światem. - wyjaśnił Jack.
- To ma sens... - odezwał się Merlin w zmyśleniu. - ...Chodźmy tam gdzie nakazał nam Jack. - oznajmił.
- "Morgano, słyszysz mnie?" - spytał Jack.
- "Tak, słyszę. Co nakazujesz?" - odpowiedziała.
- "Każde z Założycieli, Merlin i moje rodzeństwo stanie w odpowiednim miejscu wokół Hogwartu. Najbliżej ciebie będzie stała Nicole. Ty rzucisz zaklęcie ochronne, gdy dam tobie znak" - objaśnił jej.
- Gotów, Jack? - rozległ się głos Nicole.
- Co? Ach, tak. Od teraz komunikujemy się telepatycznie. Zrozumiano? - spytał się ich. Ci potwierdzili skinieniem głowy. Jack poszedł w jakieś miejsce, którego nie znał w obecnych czasach. Odczekał aż wszyscy będą gotowi. Po kilkunastu minutach usłyszał odpowiedź telepatyczną Helgi:
- "Jestem gotowa" - oświadczyła. Po chwili Godryka:
- "Gotów" - oznajmił mężczyzna. Następnie wężoustego:
- "Jestem gotów" - zakomunikował Salazar.
- "Gotowa" - powiedziała Rowena.
- "Ja także" - dodała Morgana.
- "Nicole, a ty?" - spytał Jack siostry.
- "Jeszcze chwilę" - powiedziała.
- "Harry, a ty?" - spytał.
- "Ja jestem gotów" - odpowiedział.
         Minuty mijały, a Nicole nie była gotowa. Jack się niecierpliwił. W końcu postanowił pójść do niej. Trochę to zajęło, gdyż dzieliło ich dużo metrów. Po kilkunastu minutach dotarł do niej i zobaczył nie codzienny widok. Natomiast Nicole i Morganę gawędzące ze sobą jak gdyby nigdy nic.
- Nicole! Morgana! Co wy robicie? - zawołał. Obie kobiety spojrzały na Jacka wystraszone.
- Jack! Co tu robisz? - spytała Nicole.
- Też pytanie. Co ty robisz? Miałaś potwierdzić czy jesteś gotowa na wytworzenie osłony? - stwierdził.
- To... To ty nie jesteś zdziwiony, że ona tu jest? - spytała patrząc to na Morganę to na Jacka.
- Jasne, że: Nie. Nawet więcej, pomoże nam. Morgano, wiesz co robić. - oznajmił Jack.
- Tak, wiem. - odpowiedziała.
- Więc idź i nie zaczepiaj mojej siostry. - poprosił nakazującym tonem.
- Dobra, dobra. Idę. - westchnęła. Gdy zniknęła w zaroślach Jack spojrzał na siostrę.
- Jesteś niesamowity. Odpędziłeś ją i to bez użycia różdżki. - zachwyciła się Nicole. Jack tylko się uśmiechnął.
- Więc jak, jesteś gotowa? - spytał.
- Tak.
- Dobrze. Czekaj, aż wrócę na swoje stanowisko. Dam ci znać telepatycznie. - poinformował ją i odszedł. Wrócił na swoje miejsce. Nagle usłyszał głos swego brata-Gryfona:
- "Jack, czy możemy zaczynać?" - spytał Harry.
- "Tak" - odpowiedział.
- "Dobra. Czy reszta są gotowi?" - spytał Harry.
- "Tak!" - zawołali jednocześnie.
- "Więc możemy zaczynać. Na mój znak rzucamy zaklęcia ochronne wokół Hogwartu..." - objaśnił im.- "...Różdżki w górę!" - zawołał telepatycznie. Dotknął na pasku kamienia, po czym wycelował w górę różdżkę i zwrócił się do rodzeństwa telepatycznie: - "... Jack, Nicole, dotknijcie swoje Oczy Shamora na biżuteriach. Reszta na mój znak rzuca zaklęcia. Raz... Dwa... Trzy! Teraz!..." - jednocześnie wypowiadali zaklęcia.
- Salvio Hexia! Repello Mugoletum! Cave Inimicum! Protego Totalum! - ryknęli jednocześnie. Z wielu miejsc wylatywały promienie, jedno po drugim robiąc osłonę wokół zamku. Jack, Nicole i Harry ze swoimi zwiększonymi mocami starali się jak mogli, by bariera była trwała.
- "...Znacie jakieś zaklęcia, które mogłyby utrzymać te zaklęcia na długo?" - spytał Harry telepatycznie Założycieli.
- "Na jak długo?" - spytał Godryk.
- "Na wiele tysięcy lat" - odpowiedziała Nicole.
- "Ja znam" - odezwał się Salazar.
- "Ja też" - wtrąciła się Morgana. Wszystkich, prócz rodzeństwa Potter zaskoczyła obecność czarownicy w ich głowach.
- "Co ona tu robi?" - spytała Helga.
- "Nie czas na dyskusje, Helgo. Trzeba wzmocnić zaklęcia, by mogły przetrwać bardzo długo, a każda pomoc się przyda" - wyjaśnił Jack.
- "Jak długo ma trwać zaklęcie?" - spytał Godryk.
- "Całe pokolenia czarownic i czarodziejów. Wiele tysięcy lat" - objaśnił Jack.
- "Rozumiem..." - powiedział Salazar. - "...Helgo, Godryku, Roweno, Morgano użyjemy innego rodzaju zaklęcia Pętli Czasu" - objaśnił.
- "Co to za zaklęcie?" - spytał Harry.
- "Zobaczysz, Potter. Ty tylko obserwuj" - powiedział czarnooki mężczyzna, po czym machnął różdżką wyczarowując węża. Po chwili podobne postacie pojawiły się z pięciu innych miejsc. Poleciały w kierunku nieba. Następnie Salazar wyciągnął w kierunku ziemi rękę koncentrując się na swojej mocy. To samo zrobiła reszta Założycieli. Nagle Harry poczuł nie tylko wokół siebie, ale i w sobie moc.
- "Nicole, Jack czujecie to?" - spytał.
- "Tak" - odpowiedzieli jednocześnie.
- "Co to za moc?" - spytał.
- "To twoja moc, Harry, którą posiadają Założyciele. Jest tak silna, że każde z was ją odczuwa. Oto właśnie chodziło. Mieli właśnie stworzyć osłonę wokół Hogwartu poprzez was używając nie tylko zaklęć, ale i mocy żywiołów natury" - objaśnił Percy.
- "To rozumiem, ale co my tu jeszcze robimy?" - spytała Nicole.
- "Puki Hogwart nie zostanie ostatecznie zabezpieczony nie będziecie mogli odejść stąd. Tak brzmiała mniej-więcej prośba Merlina" - oświadczył.
- No tak. - szepnęła Nicole. Czekali aż bariera zostanie zamknięta.


Gdy bariera została zamknięta Założyciele i Morgana rzucili jakieś dodatkowe zaklęcie ochronne, by nie opadły i istniały przez wiele tysięcy lat.
- "Skończyłem. Możemy wracać do Wielkiej Sali" - oznajmił Godryk.
- "Ja także pójdę" - dodał Salazar.
- "Ja również skończyłam" - wtrąciła się Helga.
- "Ja też" - oświadczyła Rowena.
- "Czy ja też mogę przyjść?" - spytała Morgana.
- "Co wy na to?" - spytał Jack. Wciąż, oczywiście rozmawiali telepatycznie. Wszyscy milczeli zastanawiając się nad tym. Po pewnym czasie, z pewnym oporem odezwał się Godryk:
- "Dobrze, ale pod warunkiem, że reszta się zgodzi" - oświadczył.
- "No dobrze" - powiedziała Rowena.
- "Zgoda" - zgodziła się Helga.
- "W porządku" - oświadczył Percy.
- "Dobrze" - powiedzieli zgodnie Harry i Nicole.
- "Morgano, przyjdź do Wielkiej Sali w Hogwarcie. Tam się spotkamy ze wszystkimi" - poinformował ją Jack.
- "Dobrze" - odpowiedziała.
- "Morgano, jeszcze jedno. Chciałaś wiedzieć kto będzie zdrajcą" - powiedział szybko.
- "Tak, chciałam. Więc kto nim jest?" - spytała.
- "A obiecasz, że nikomu, a szczególnie Percy'emu, Merlinowi i innym Założycielom nie powiesz prawdy?" - spytał.
- "Obiecuję" - przyrzekła.
- "Więc zdrajcą będzie... Salazar Slytherin. Miał być twoim uczniem, gdy byłaś pod wpływem mocy Mrocznej Duszy, ale sądzę, że będzie uczniem Morgause. Bądź ostrożna i uważaj na nich oboje" - wyjaśnił jej.
- "Dobrze. Będę uważała na niego i siostrę oraz nie zdradzę tajemnicy Percy'emu i reszcie" - obiecała.
- "Dziękuję, Morgano. O, już cię widzę" - pomyślał telepatycznie.
- "Ja ciebie też widzę" - pomachała mu. On jej też. Zbliżyli się do siebie
- Wreszcie możemy normalnie porozmawiać. - powiedziała Morgana z promiennym uśmiechem na twarzy.
- Tak... - westchnął Jack. - ...Chodźmy do zamku... - poszli we dwójkę do środka, gdzie zauważyli Helgę, Nicole i Salazara. - ...Gdzie reszta? - spytał Jack.
- Jak widać jeszcze nie dotarła. - odpowiedział Salazar.
         Czekali kilka minut aż zobaczyli Harry'ego, Percy'ego, Rowenę, Merlina i Godryka.
- Co was zatrzymało? - spytała Nicole.
- Krzaki. Zaplątałam się w krzakach. Godryk mnie musiał wyciągać. - odparła Rowena.
- Cóż, nie ważne. Ważne, że jesteście cali i zdrowi oraz to, że bariera została nałożona. - oświadczył Percy.
- Święta racja... - odparł Jack. - ...Myślę, Percy, że możemy już wracać do domu. Ja oraz moje rodzeństwo. - oświadczył.
- Tak. Teraz możecie. Wystarczy, że wypowiecie dwa słowa otwierające myśląc o Noyle. - wyjaśnił.
- Jakie dwa słowa? - spytał Harry. Percy westchnął i machnął różdżką wyczarowując pergamin, pióro i kałamarz. Po czym napisał na kartce dwa słowa i pokazał i pergamin:

Otwórz się.

- Musicie je wypowiedzieć jednocześnie. - dodał.
- Otwórz się. - powiedzieli jednocześnie chwyciwszy się tym samym za ręce. Nagle pojawił się portal.
- Do zobaczenia. - powiedziała Nicole do Percy'ego.
- I tak nie będziecie pamiętać tego spotkania. - powiedział, po czym zniknęli w portalu.

~~*~~

Pojawili się u stóp Noyle...
         - Witajcie z powrotem, przyjaciele. - przywitała się kobieta. Pierwsza wstała Nicole.
- Witaj, Noyle. Miło cię widzieć ponownie... - spojrzała na braci, którzy jeszcze się budzili. - ...Hej, chłopaki! Pobudka! - zawołała.
- Mamo! Jeszcze minutka! - jęknął Jack.
- Ciociu, to już ranek? - spytał nieprzytomnie Harry.
- Wstawajcie! Jesteśmy w nicości! W domu Noyle. Musimy wracać do naszych czasów! Tak na marginesie, Noyle, możesz nas odziać? - poprosiła zauważając, że jest znowu naga.
- Co??... - jęknął Jack nagle wstając spojrzawszy na siebie. - ...Hej, jestem nagi!! Hej! Daj mi jakieś ubranie! Prędko! - zawołał w panice.
- Właśnie! - zawołał Harry. W tym momencie zarówno Noyle jak i Nicole zaczęły się naśmiewać z obu młodzieńców.
- To nie jest zabawne! - krzyknęli jednocześnie.
- Dobra, dobra. - zachichotała brunetka i już po chwili mieli na sobie brania. Harry miał na sobie niebieskie dżinsy i czerwoną podkoszulkę, a Jack czarne spodnie i niebieską podkoszulkę z T-shirtem. Za to Nicole miała na sobie jednoczęściową turkusowo-ecri sukienkę.



- Dziękujemy. - powiedziała Nicole.
- Nie ma za co. Więc jak? Chcecie wrócić do siebie? - spytała.
- Tak. - odpowiedzieli jednocześnie.
- Dobrze... - machnęła ręką i po chwili pojawiła się spirala. - ...Gotowi? - spytała.
- Ja tak. - powiedział Harry.
- Ja również. - oznajmił Jack.
- Ja nie. - odezwała się Nicole.
- Co się stało, siostro? - spytał Jack.
- Przypomniało się co mówił Percy zanim odeszliśmy oraz co mówiła Elyon Percy'ego. Powiedzieli nam, że nie będziemy pamiętać tego, co przeżyliśmy w czasach średniowiecza. Noyle, czy możesz zrobić tak byśmy jednak pamiętali wszystko co nam się tam przydarzyło? - poprosiła.
- Nie wiem czy mi się to uda, ale spróbuję... - podeszła do nich i położyła rękę na ich głowach przekazując im jakąś informację lub coś w tym stylu. Po czym cofnęła się i spojrzała na nich. - ...Mam coś dla was od Morgany. Nicole, zapomniałaś zabrać to od niej. - oświadczyła. Podała jej kulkę. Dziewczyna wzięła ją, a gdy ją chwyciła kulka zaczęła się świecić wewnętrznym światłem.
- To przepowiednia! Nicole, ta przepowiednia dotyczy ciebie! Zbij ją! - zawołał Jack.
- Nie, Nicole. Morgana zaznaczyła byś ją rozbiła w waszych czasach przy Harrym i dziewczynie, która jest księżniczką. - oświadczyła.
- Księżniczką?... - spytała Nicole. - ...A wiadomo o jaką księżniczkę chodzi? - spytała.
- Nie. Nie mówiła, ale powiedziała, że kulka ją wskaże świecąc jaśniej. - odparła.
- Dobrze. Dziękujemy. Odeślij nas do naszych czasów. Odnajdziemy ją. - oświadczyła.
- Dobra. Harry... - Noyle spojrzała na zielonookiego. Ten spojrzał na nią. - ...Jeszcze się zobaczymy... w przyszłości z moją bliźniaczką. - po tej wypowiedzi cała trójka zbliżyli się do portalu. Harry trochę zdezorientowany wszedł pierwszy, zaraz zanim Jack, a na końcu weszła Nicole.

niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 78 - Podróż do przeszłości oraz historia Elyon i Noyle

Klik

Po drugiej stronie bramy....
          Było ciemno, więc nie widzieli zbyt dobrze. Gdy się zbliżyli do niej zauważyli zarys jakiejś postaci. Po chwili owa postać pojawiła się w świetle księżyca. Byli teraz już pewni, że była to ich siostra.
- Nicole? - spytali jednocześnie Harry i Jack.
- Harry? Jack?... - spytała ich siostra. - ...To wy? - Wszyscy się zbliżyli do bramy na tyle ile mogli oświetlając sobie różdżkami. Gdy zobaczyli swoje twarze uśmiechnęli się.
- Harry, jak dobrze cię widzieć. Słuchaj, gdzie jest Percy Levender? Muszę z nim pogadać przez chwilę. - poprosiła
- Tu jestem. - odezwał się wyżej wymieniony występując z tłumu.
- Fajnie. Słuchaj, czy w twojej przeszłości musiałeś usuwać taką barierę jak ta? - spytała pokazując na przezroczystą powłokę bariery.
- Tak. - odpowiedział.
- Dobra. Słuchajcie wszyscy, bo to ważne. Harry i Jack muszą przy tej bramie zostać razem ze mną. Jest przy niej pewna bariera, której nie da się przebić żadnym zaklęciem. Istnieje pewna przepowiednia, która jest ukryta pod dębem, gdzie nasi rodzice się całowali. Ja znam treść tej przepowiedni. - wyjaśniła.
- Jak ona brzmi? - spytał ktoś. Tu kobieta wyrecytowała ją i potem dodała:
- ...Została ona wypowiedziana w przeszłości, do której właśnie się wybierzemy z Harrym i Jackiem. - zakończyła.
- To znaczy, że już czas? - zapytał ktoś.
- Jak to, Nicole? - spytał Harry.
- Kroniki historyczne nie mówią o tym, ale ochrona wokół szkoły Hogwart została stworzona nie tylko przez Założycieli szkoły, ale także przez Merlina Wielkiego oraz... przez tajemniczą trójkę, która przybyła z przyszłości. Tą trójką jesteśmy my. Ja oraz Jack i ty, Harry. To o naszej trójce mówi ta przepowiednia. Co prawda zostali wmieszani w to Voldemort i nasza matka, ale to nie ważne. Ważne jest to, co jest potem powiedziane w przepowiedni. - wyjaśniła.
- A co dokładnie jest powiedziane? Zinterpretuj to. - poprosił Jack. Nagle do Harry'ego, Jacka i Nicole podszedł Aidrene Anderson. Obok niego kroczył czarnowłosy mężczyzna.
- Wuj Aidrene? - spytał Harry.
- Kto? - zdziwili się Jack i Nicole.
- Ten po lewej to Aidrene Anderson, a raczej Evans. Najmłodszy brat naszej matki. Jest ojcem Aliny i Lorena Andersonów i jest także mężem Juli Anderson. To twój ojciec chrzestny, Jack. A ten drugi to nie mam zielonego pojęcia. - wyjaśnił Harry.
- Acha. - odpowiedzieli inteligentnie Jack i Nicole.
- Kim jesteś? - spytał Harry tego drugiego.
- Allan Parker. Jestem mężem Aurelii. - przedstawił się.
- Ach tak. Po co tu przybyłeś, Allan? - spytał.
- Usłyszałem przepowiednię i chciałem ci ją zinterpretować. W młodości robiłem to dość często. Mam do tego talent. Kiedyś zinterpretowałem przepowiednie na twój temat, ale to stare dzieje... - wyjaśnił wzruszywszy ramionami. - ...Czy pozwolisz mi sprawdzić o, co chodzi w tej przepowiedni? - spytał. Harry popatrzył na niego, po czym odpowiedział:
- Dobrze.
- Dziękuję... - podszedł do Nicole. Machnął różdżką i wyczarował pergamin, pióro i kałamarz. - ...Panno Potter, proszę byś mi po kolei powtarzała treść przepowiedni, a ja będę ją interpretował. - oświadczył. Ta skinęła głową i recytowała jej treść.
          Interpretacja przepowiedni trwało około piętnastu minut. W końcu pan Parker wyprostował się i podszedł do Harry'ego z pergaminem.
- Panie Potter, już wiem o, co chodzi. Pan i pana rodzeństwo musi podejść do bramy, gdyż wzdłuż bramy jest bariera o niespotykanej sile. Podobną siłę macie wy troje, tak dużą, że sami moglibyście ją stworzyć, jak i zniszczyć. Jak mówi ten fragment: "...stworbarierę, która niczego nie przebije. Zosta sprowadzeni z przeszłości i barierę stwor, by chroniła szkołę magii... Gdy wró Mroczna Dusza sprowadzona razem z nimi będzie, ale żadne z nich nie będzie o tym wiedzieć... Dzięki niej Wybraniec pokona Czarnego Pana swoich czasów...". We troje podejdźcie do bramy i zniwelujcie barierę, a potem, gdy powrócicie tu ponownie stwórzcie. - poprosił Allan. Podeszli do bramy, ale zanim wyciągnęli ręce rozległ się czyjś głos:
- Allan, ty nie potrafisz w ogóle interpretować przepowiedni! - głos dobiegał z krzaków po prawej stronie.
- Kto tam? - spytał Moody.
- Poznaje te ten głos. - odezwał się Allan.
- Ja też. - wtrącił się James.
- Ja również... - odezwała Lily. - ...Klark? To ty? - spytała.
- Czy mówicie o TYM Klarku Kencie? Synu Marka Kenta słynnego aurora i mojego mentora? - spytał Szalonooki.
- Tak. - odpowiedzieli jednocześnie Allan, James, Lily i Aurelia ciągle wpatrując się w krzaki. Nagle z owych krzaków wyłonił się mężczyzna. Miał blond włosy i szare oczy.


- Witam, państwa. Jestem Klark Mark Kent. Szef aurorów. Chciałbym się do was dołączyć, gdyż wiem coś więcej na temat tej przepowiedni. Poza tym... - podszedł do Harry'ego. - ...to nie Allan interpretował tą przepowiednię z przed lat tylko ja. Dotyczyła ona ciebie, Harry Potterze, którą wypowiedziała babcia Aliny Anderson. Jestem w tym dobry. - oświadczył.
- Ale, Klark! Ja chciałem ją rozgryźć! Nie rozumiałem tylko co znaczy "dwóch rodów"! - zawołał Allan.
- Cóż, trochę wyszedłem z wprawy. Jednak prawdą jest to, że w mojej rodzinie w wieku szesnastu lat z pokolenia na pokolenie uaktywnia się w nas gen zdolności do interpretacji przepowiedni. Z wiekiem potrafimy też przewidywać przyszłość, ale nie tak jak Regina Hoof czy Sybilla Trelawney. - powiedział skromnie.
- Co masz na myśli? - spytał Remus
- Klark! Co zobaczyłeś? - spytała kobieta o czarnych włosach stojąca obok Petera.
- Ashley, mnie też miło cię widzieć. Allan, mogę zobaczyć tą przepowiednię?... - poprosił Klark. Mężczyzna podał mu kartkę z niechęcią. Blondyn przejrzał ją dokładnie zastanawiając się chwilę. - ...Tak, widzę teraz dokładnie. Allan dobrze zinterpretował ją, ale ja zobaczyłem przyszłość. - spojrzał Harry'ego, Jacka i Nicole. - ...Musicie... - Szybkie kroki od strony zamku przerwały jego wypowiedź. Po chwili wyłoniła się z zarośli Elyon.
- Nicole! - zawołała. Z drugiej strony lasu też ktoś krzyczał. Był to Snape.
- Harry! - krzyknął.
- Severus? Co się stało? - spytał wyżej wymieniony podchodząc do niego szybkim krokiem.
- Harry!... - wydyszał - ...Śmierciożercy idą tu! Musicie jak najszybciej znieść barierę! - zawołał. Percy spojrzał na niego po czym powiedział telepatycznie do swojej przyjaciółki:
- "Elyon, nadszedł czas. Muszą przenieść się do przeszłości. Trzeba to im umożliwić. Poinformuj swoją siostrę. Zajmij się tym, tylko ty to możesz zrobić." - zwrócił się do niej. Ta dyskretnie skinęła głową.
- Severusie, po drugiej stronie jest nasza siostra. Zrobię to, gdy tylko Nicole porozmawia Elyon Percy'ego. - odparł pokazując na nie obie rozmawiające ze sobą.

~~*~~

Tymczasem po drugiej stronie bramy...
          - Nicole, Śmierciożercy mnie gonią! Musisz jak najszybciej przenieść się w czasie razem z braćmi! Mną się nie przejmujcie. Bariera ich oszołomi. - oświadczyła.
- Ale co mamy zrobić? - spytała Nicole.
- Musicie wypowiedzieć pewną formułę zaklęcia. Przeniesiecie się w pewne miejsce. - wyjaśnił Klark, najwyraźniej słysząc ich rozmowę.
- I co mamy zrobić? - spytał Harry patrząc na obie kobiety. Elyon podała Nicole kartkę, a ona pokazała ją braciom, którzy ją odczytali.
- Zbliżcie ręce do bramy, a reszta niech się odsunie najdalej jak może. - nakazała Elyon. Jack kazał im to zrobić. Wszyscy odsunęli się za najdalsze drzewa. Za to rodzeństwo Potter przyłożyli prawe dłonie do bramy. Gdy tylko to zrobili ich źrenice zniknęły. Nagle zaczęli, jak zahipnotyzowani, recytować formułkę zaklęcia:
- Beatu huwa l-destin, Merlin l-Kbar, allat antiki, aħna magħżula mill-Destiny Angeles. Aħna rridu li jitbiegħed għall-aħħar mitt sena! Twassalna lejn żmien il-fundaturi ta 'Hogwarts biex tgħinhom u aħna wypełnli destin tiegħek! Offset magħna! - wyrecytowali równoczesnie. Nagle zabłysło białe oślepiające światło, które rozświetliło się po całej okolicy, a po rodzeństwie Potter nie było ani śladu. Bariera, która była wzdłuż murów terenów zniknęła w momencie, gdy oni zniknęli. Nie podejrzewali, że ta przygoda ich odmieni.

~~*~~

Pojawili się w zupełnie innym miejscu...
Tymczasem...Harry...
          "Czuję ciepło. Nieprzeniknione ciepło. Gdzie ja jestem? Czy to niebo? Na czymś leżę. Na pewno leżę" - otworzył oczy i się podniósł. Zobaczył śpiącą Nicole, a po drugiej swojej stronie Jacka. Rozejrzał się dookoła. Widział wokół tylko biel i tylko biel. Nagle zobaczył kogoś nieznanego sobie. Postanowił obudzić rodzeństwo
- Nicole, Jack, obudźcie się, szybko! Ktoś tu idzie! No, obudźcie się! - wołał.
W międzyczasie Nicole...
          Otwiera oczy. - "Czy to raj? Jestem w raju?" - . spytała w myślach. Zobaczyła nad sobą Harry'ego.
- Co tak wrzeszczysz? - spytała oburzona, po czym usiadła.
Jack...
          "Co się dzieje? Czuje nagość i kto tak krzyczy?..." - otworzył oczy i nagle zakrył się. Spojrzał na rodzeństwo.
- Hej. Co się tu dzieje? - spytał Jack.
- Mnie nie pytaj. - odpowiedział Harry.
- Nicole, co robisz? - spytał Jack.
- Chcę nam wyczarować ubrania. - wyjaśniła. Zanim zdołała je wyczarować one się pojawiły tuż obok nich. Spojrzeli po sobie. Natychmiast je założyli.
- Gdzie my tak właściwie jesteśmy? - spytał Harry.
- Jesteście między czasem a przestrzenią. - rozległ się czyjś głos za nimi. Obejrzeli się. Stała tam...  Elyon? Ale... wyglądała inaczej. Była brunetką i miała czarny strój.


- Elyon! - zawołali jednocześnie.
- O co tu chodzi? - spytała Nicole.
- Nie jestem Elyon, panno Potter. Na imię mam Noyle... - (od autorki: czyt. nojle) - ...i jestem jej siostrą bliźniaczką. Jestem także strażniczką Portali Między Wymiarowych I Czasowych.... - wyjaśniła. - ...Z Elyon nie jesteśmy w najlepszych stosunkach. - w jej czuć było tonie było czuć  było smutek.
- A co się stało? - spytał Jack.
- To nie ważne. Elyon prosiła mnie bym was przeniosła do przeszłość, do czasów Założycieli. Sami mnie też o to prosiliście. - oświadczyła uśmiechając lekko. Ta skinęła głową
- My prosiliśmy? - spytał Harry zaznaczając pierwsze słowo.
- Jak? - wtórował mu Jack.
- Zaklęcie. Wypowiedzieliście zaklęcie przenoszące. Przyprowadziło was ono do mnie bym przeniosła do czasów Założycieli i Merlina. Rozmawiałam z siostrą i wyjaśniła mi kim jesteście i jaką macie misję do wykonania. Wspomniała też o przepowiedni dotyczącej was, waszej matki i Czarnego Pana. Posłuchajcie mnie uważnie. Pomogę wam ze względu na moją siostrę, ale musicie pamiętać, że jest to niebezpieczna podróż. Przechodząc przez portal uzyskacie ogromną moc. O wiele większą niż sam Lord Lordów czy Morgana Le Fay, a nawet Merlin i jego uczniowie, poza Percivalem Levederem. Jedynym warunkiem jest to, żeby mieć czyste serca i jasne umysły. Uzyskacie też ogromną wiedzę. Jednak każde z was musi poświeć część swojego życia dla większego dobra. - oświadczyła.
- Ale o ci co chodzi dokładniej? - spytała Nicole.
- Chodzi mi o to, że każde z was ma poświęcić część własnego życia czemuś dobremu, co wpłynie na dalsze wydarzenia tyczącej się twoich dzieci i wnuków, Wybrańcze. Ty, Harry już wiesz co masz robić. Twoją misją jest nie tylko pokonać Lorda Voldemorta, ale też poświęcić się podróży w czasie, czyli przybyć do przeszłości razem ze swoją Elyon i być tam od czasów Założycieli aż do roku 2028, gdzie ty staniesz się Percym Levenderem, a twoje przeszłe Ja stanie się z powrotem tobą i zostanie tam, a ty w odpowiednim momencie przeniesiesz się w przeszłość. - wyjaśniła Noyle.
- A my? - spytał Jack.
- Ty, Jacob musisz być najpierw uświadomiony swojej mocy zanim was wyślę do przeszłości. To będzie dla waszego brata próba wiedzy i mocy. - oświadczyła.
- Jak to? - spytali jednocześnie.
- Posłuchaj, Jack. Twoja moc była aktywna już od urodzenia. - wyjaśniła.
- Jaka moc? - dopytywał się Puchon. Noyle przygryzła wargi, ale za nią odezwała się Nicole:
- Rzucono na ciebie zaklęcie Fideliusa. - wyrzuciła z siebie Nicole.
- Nie, panno Potter. To nie jest zaklęcie Fideliusa, ale można to też tak określić, ale to nie to. - oświadczyła.
- Więc co to jest? - spytał Jack.
- Jest to bardzo złożone zaklęcie. Polega ono na tym, że masz władzę nad duszami innych ludzi. Potrafisz nieświadomie blokować umysł innych ludzi. W tym przypadku Harry'ego i jednocześnie Levendera przed wrogami, którzy staną wam na drodze. - wyjaśniła Noyle.
- A wiadomo kto to zrobił? Kto rzucił na niego zaklęcie i jak ono się nazywa? - spytała Nicole.
- Nie mogę wypowiedzieć tego słowa, bo wtedy stanie się coś złego. - wyjaśniła.
- Rozumiem. - powiedział Harry.
- Nazywam go po prostu Zaklęciem Duszy. Poza tym, Jack jest Przepowiadaczem Snów, ale to już wiecie. Dobra. Koniec tego. Trzeba was przenieść w czasie. Jack, czy już rozumiesz na czym polega twoja moc? - spytała Noyle.
- Tak. - odpowiedział.
- Świetnie. A ty, Nicole?
- Ja wiem, że mam ich chronić. Jestem ich Strażniczką. - odparła.
- Dobrze. Możemy zaczynać... - zrobiła kilka kroków w bok i wyciągnęła rękę, po czym spytała: - ...Gotowi? - spytała.
- Tak! - zawołali.
- Dobra... - następnie powiedziała w stronę pustej przestrzeni: - ...Protegir l'esperit del meu germà! - wyrecytowała. Nagle pojawił się portal w kształcie spirali.


Nagle ich ubrania się zmieniły. Były ładniejsze, jakby nie z tej epoki.
- Wejdźcie. Wewnątrz będziecie wiedzieć co robić. - powiedziała do nich. Weszli do środka. Idąc widzieli wokół siebie światła o różnych kolorach. Nagle usłyszeli czyjś odległy głos. Brzmiało jak zaklęcie.
- To chyba zaklęcie, które słyszeliśmy na ekranie. Wypowiadał je Merlin, by sprowadzić trójkę potężnych magów. - zauważyła Nicole.
- Masz rację siostro. Musimy im pomóc. - zasugerował Harry. W tym momencie zobaczyli tunel, którym podążyli. Po chwili podłoże, na którym stali i opadło łagodnie w dół. Zobaczyli w dole błonia. Rozejrzeli się. Zobaczyli kilkoro ludzi. Rozpoznał wszystkich.
- Powstańcie... - przemówił Jack. - ...Kto nas wezwał? - spytał.
- Ja. - odezwał się starzec.
- Po co nas wezwałeś i kim jesteś? - spytała Nicole.
- Jestem Merlin Wielki, a to są moi uczniowie. Sprowadziłem was tutaj byście nam pomogli ochronić zamek Hogwart przed Morganą Le Fay i jej sługami. - wyjaśnił.
- Powiedz nam, Merlinie, jak długo walczysz z Morganą? - spytał Harry.
- Już bardzo długo, panie. Prawie całe jej życie. Wraz z Percym... - wskazał na niego. - ...uczyliśmy ją czarów, ale ona przeszła na złą stronę. - wyjaśnił.
- Dlaczego? - spytał Jack.
- Morgana ma przyrodnią siostrę Morgause, a ona uczyła się u niejakiej Katherine złej wiedźmy. - wyjaśnił Merlin.
- Rozumiem. Chcecie byśmy ochronili Hogwart przed nimi? - stwierdziła Nicole.
- Tak, pani. - odpowiedział Merlin.
- Dlaczego nas o to prosicie? - spytała.
- Prastare proroctwo mówi, że: "Kobieta urodzi trzy osoby ze szlachetnego rodu, ale z mężczyzny półkrwi osieroconego przez rodziców i nieznającego miłości, jednak nie z tego czasu... Dosta się oni do różnych domów, gdyż mają różne cechy i w różnych warunkach się wychowali...Trójka ta zostaną obdarzeni mocami nadprzyrodzonymi... Jedno z dzieci Strażniczką dwójki się stanie i ochraniać Wybrańca Losu musi. Drugie dziecko bliźniakiem Wybrańca jest, ale ducha jego ochrania. Trzecie dziecko Wybrańcem się stał bezwolnie, a jego zadaniem pokonać Czarnego Pana los... Oddzielnie są słabi, ale razem stworzą barierę, która niczego nie przebije. Zosta sprowadzeni do przeszłości i ją stworzą, by chronić szkołę magii po wieki... Mroczna Dusza sprowadzona będzie razem z nimi, ale żadne z nich nie będzie o tym wiedzieć... Dzięki niej Wybraniec pokona Czarnego Pana swoich czasów..." - wyrecytował Merlin.
- Rozumiem. Czyli chodzi o nas i mego ojca. - zamyśliła się Nicole.
- Twego ojca, pani? - spytał Merlin.
- Tak. - odpowiedziała.
- Pomożemy wam ochronić szkołę. Czy moglibyśmy najpierw porozmawiać z panem Levenderem? - poprosił Harry zerkając na niego.
- Oczywiście, panie. - odpowiedział. Harry machnął ręką na wyżej zainteresowanego. Ten podszedł do nich zerkając na swych przyjaciół nie pewnie.
- Słucham? - spytał.
- Percy, opowiedz nam jaka jest sytuacja? - poprosił pokazując na Założycieli, Merlina i całą okolicę.
- A ty nie wiesz? - zapytał.
- Nie. Nie wiemy co się dzieje. - potwierdził Harry pokręciwszy głową.
          Percy opowiedział ogólnikowo co się dzieje od dnia, gdy urodziła się Morgana aż do dzisiaj.
- Czyli mamy rozumieć, że żaden z Założycieli prócz Slytherina, ciebie i Merlina nie wie o mrocznej mocy Morgany? - zdziwiła się Nicole.
- Tak. Dodałbym, że ja mam więcej informacji na temat mrocznej strony Morgany, a Merlin na temat jej siostry, która ją przeciągnęła na złą stronę. - wyjaśnił.
- Rozumiem. To delikatna sprawa. Czy Morgana jest już dorosłą kobietą? - spytał Harry.
- Tak i to potężną wiedźmą. - dodał Percy.
- Ach tak.
- Więc co robimy? - spytał Jack.
- Mnie pytacie? To wy jesteście tu od myślenia. - żachnął się Percy. Cała trójka spojrzeli po sobie. Miał rację. Co to powiedziała Elyon? Na miejscu będziecie wiedzieć co robić. Ich celem było ochronić Hogwart przed Morganą i zdobyciu Mrocznej Duszy.
- Gdzie jest teraz Morgana? - spytał Harry.
- Jakieś 6 mil stąd za lasem. - odparł pokazał na las. Nicole wpatrywała się w jakiś punkt próbując sobie coś przypomnieć. Po jakimś czasie krzyknęła.
- Wpadło mi coś do głowy! Percy, masz mapę Hogwartu? - spytała.
- Myślałem, że już nigdy nie poprosisz... - zachichotał sięgając za pazuchę. - ...Masz. - podał ją jej.
- Dzięki! Mam pomysł! Chodźcie!... - zawołała. Chwyciła Harry'ego za ramię i pociągnęła ku Założycielom. - ...Słuchajcie, mam pomysł jak uchronić waszą szkołę przed Morganą, jej sługami oraz przed Mugolami. - wypaliła na wstępie.
- Jaki, pani? - spytał Merlin.
- Levender będzie stał na czatach i patrzył czy Morgana nie nadchodzi, a my zajmiemy się rzucaniem zaklęć. Najpierw wy rzucicie swoje najpotężniejsze zaklęcia ochronne, a potem my troje rzucimy swoje. Zgadzacie się? - wyjaśniła Nicole. Wszyscy spojrzeli na nią. Plan był prosty, gdyby nie jeden szkopuł...
- Ja... ja się nie zgadzam. - odezwał się Salazar.
- No i się zaczyna. - szepnął poirytowany Percy.
- Masz coś do mnie, Levender? - warknął czarownik.
- Nie, Salazarze. Nie mam. Tylko chcę wiedzieć czemu się nie zgadzasz na rzucanie tych zaklęć? - spytał Percy.
- Nie zgadzam się, bo to dzieciaki! - krzyknął. Zrobiło się cicho.
- Jak śmiesz?! - zawołała Rowena.
- Panie Slytherin, czemu nie chce pan byśmy rzucili te zaklęcia? - spytała Nicole. Mężczyzna spojrzał na nią. Zmierzył ją wzrokiem po czym odparł.
- Nie będę przyjmował rozkazów od takich dzieciaków! - oświadczył. Dzieciaków?
- Jak śmiesz?! - krzyknęła zaciskając dłonie w pięść. Nagle na niebie zebrały się chmury i rozpętała się burza. Strzelały pioruny i błyskawice, potem niespodziewanie rozpadał się deszcz, a chwilę potem grad. Wszyscy pobiegli ku zamkowi, by się uchronić przed tym zjawiskiem, ale nie Nicole, która nie robiła sobie nic z tej burzy. Nie panowała nad sobą a tym samym nad pogodą
- Ty... - Slytherin zwrócił się do Harry'ego dysząc szybko. - ...uspokój ją lepiej. - poprosił.
- Ja?.. - spytał krzyżując ręce na piersi. - ...A kto ją sprowokował?
- Tak. Ty. Jest ci bliska, prawda? - spytał Harry'ego.
- No tak. To moja siostra. - wyjaśnił.
- Salazarze,... - odezwał się Percy. Ten spojrzał na niego w milczeniu. - ...To ty powinieneś pójść do niej i przeprosić. - oświadczył.
- Czemu ja? - spytał.
- Bo ty jesteś źródłem jej gniewu. Teraz widzisz jak jest potężna. Pod wpływem emocji może wywołać burzę z gradem i piorunami. Nie powinieneś ignorować potęgi tej trójki. Nie zapominaj też o przepowiedni i co stąd zabiorą. - oświadczył Percy. Salazar wpatrywał się w przyjaciela przez kilka chwil trawiąc jego słowa, potem spojrzał na Harry'ego, Jacka, a na końcu na Nicole stojącą pośrodku polany wściekłą na cały świat
- Może masz rację... Ej ty, masz na imię Harry? - spytał się zielonookiego.
- Tak.
- Słuchaj... Harry, twoja siostra jest na mnie zła. Muszę to naprawić. Potrzebuję twojej pomocy. Trzeba ją uspokoić. Jeśli sam tam pójdę coś może mi zrobić. Jesteś jej bratem, a widziałem w jej oczach, że nie zrobiłaby ci krzywdy nim się wściekła...
- Salazarze! - krzyknął Merlin.
- O co chodzi, mistrzu? - spytał.
- Spójrz! - zawołał wskazując na polanę. Wszyscy zobaczyli, że niebo się rozpogadza, a pośrodku stały... Morgana z Nicole! Kobieta obejmowała Rudą ramieniem jej szyję.
- Merlinie, wychodź! Mamy nie dokończone sprawy do załatwienia! Jeśli nie wyjdziesz ta dziewczyna zginie! - oświadczyła.
- To Morgana, ale... jest jakaś inna... - wymamrotał Harry przyglądając się kobiecie.
- Inna? Co chcesz przez to powiedzieć? - spytała Helga.
- Widzisz, Helgo, ja i moje rodzeństwo pochodzimy z przyszłości o dobre tysiąc lat do przodu. Spotkałem tylko raz Morganę. Była w ciele ojca mego śmiertelnego wroga. Porozumiewała się z nim telepatycznie. Gdy ją spotkałem po raz pierwszy była duchem i wyglądała inaczej niż teraz... - wyjaśnił. Nastało milczenie. - ...Słuchajcie, czy Morgana ma czarny pierścień w kształcie czarnego serca? - spytał się Założycieli. Cała czwórka popatrzyli po sobie, a po chwili Rowena odpowiedziała:
- Tak, ma taki pierścień od jakiegoś czasu... - odparła. Percy i Harry spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Harry ponownie spojrzał na nich i spytał: - ...A czy miała pierścień z kamieniem, który miał kształt serca i miał błękitny kolor? - dopytywał się.
- Tak, miała. Bardzo go lubiła. - odparła Rowena.
- Bingo! Zaraz wracam! Zajmijcie ją czymś! - zawołał Percy.
- Percy, gdzie idziesz? - spytał za nim Harry.
- Do biblioteki! - odkrzyknął.
- Do biblioteki? Po co? - zdziwił się Godryk.
- Ja chyba wiem. - odezwał się Merlin. Wszyscy na niego spojrzeli z zainteresowaniem.
- Wiesz, Merlinie? Skąd? - spytał Harry.
- Umiem czytać w myślach. - wyjaśnił. Bliźniacy spojrzeli po sobie.
- Jesteś Legilimentą?? - krzyknęli jednocześnie chłopcy.
- Kim? - zdziwiła Helga.
- Legilimentą. Czyli osobą, która potrafi czytać w myślach i potrafi wchodzić w umysły innych osób. Nie odkryliście jeszcze tego? - zdziwił się Jack. Wszyscy spojrzeli na Merlina, ale chłopcy patrzyli na Salazara, szczególnie Harry.
- Harry, Jack... - Nagle, nie wiadomo skąd obok nich pojawił się Percy. Ci spojrzeli na niego z pytającym wzrokiem. - ...Mogę was obu prosić na słówko? - poprosił. Bliźniacy poszli za nim do jakiejś sali i zamknęli się w niej.
- Co się stało? - spytał Harry.
- Chodzi o to żebyście nie zmieniali biegu historii. Właśnie w tej chwili Elyon poinformowała mnie, że z powodu złości Nicole coś się stało w czasoprzestrzeni. Czy Noyle powiadomiła was o zmianie biegu wydarzeń, gdy zostaniecie przeniesieni w czasie? - spytał.
- Nie. Tylko powiadomiła nas, że podróż w czasie może być niebezpieczna. - wyjaśnił Jack.
- To właśnie miała na myśli. Chciała was ostrzec. Nie jest bezpośrednia. Gdy się z nią rozmawia trzeba czytać między wierszami i przewidzieć dalsze wydarzenia. Tak działa podróż w czasie. Chodzi mi oto, że musicie odczytywać jej reakcje podczas rozmów. Gdy się z nią ponownie spotkacie nie dyskutujcie z nią na ten temat i nie kłóćcie się, bo może się zdenerwować. Może wysłać was w bardzo odległe czasy np. do czasów ery dinozaurów w ramach kary. - objaśnił.
- To poważne. - jęknął Harry.
- Tak. Wiecie dlaczego? Imię Noyle jest przeciwieństwem Elyon. Ich imiona są pisane wspak. Jakkolwiek napiszesz, czy na literę "E" czy na literę "N" wyjdzie ci jedno z tych imion. Są jak woda i ogień. Noc i dzień. Dobro i zło. Są one córkami Lucyfera i Estery. Szatana i Anioła. Kiedyś, na początku świata, gdy ziemia była bardzo młoda Lucyfer zstąpił na ziemię by kusić ludzi. Spotkał tam Esterę – anioła, siostrę Michała Anioła. Najpiękniejszą istotę ze wszystkich aniołów. Każdy człowiek by zobaczył w niej tylko piękno, dobro i szacunek do niej, ale on zobaczył więcej, mimo że był zły Smutek na jej twarzy. Przybrał postać zwykłego człowieka i podszedł do niej z pytaniem: Czemu jest taka smutna? Jednak jako anioł potrafiła wyczuć zło od każdego i zawołała do niego: Idź stąd, Szatanie! Zostaw mnie! Precz! A kysz! Na ten test przybrał swoją prawdziwą postać. Wciąż próbował ją przekonywać do siebie przez wiele lat. W końcu mu uległa pół wieku. Później i wyjaśniła mu, że została wygnana z nieba. Na co on podarował jej pierścień, dzięki któremu może porozumiewać się z nim jeśli będą oddzieleni od siebie. - wyjaśnił młodzieniec.
- I co zrobiła? - spytał Harry.
- Przyjęła go? - wtórował mu Jack.
- Tak. W końcu mu uległa na tyle, by mu zaufać. Przebywała często na ziemi wśród ludzi. Przejęła ich cechy i zwyczaje. Kochała ich i wzajemnością. Dała mu ultimatum. Jeśli przyrzeknie na swą moc nie krzywdzić ludzi obieca dać mu dziecko, które będzie rządzić na ziemi, a on wróci do piekła i kusić ludzi stamtąd, a ona powróci do nieba po urodzeniu dziecka. Niestety... - tu wzruszył ramionami, ale za niego dokończył Harry:
- Urodziły się bliźniaczki. Elyon i Noyle. - powiedział.
- Tak. Był wściekły i zarazem szczęśliwy. Urodziła mu dzieci, ale nie mógł się zdecydować, która z nich ma rządzić na Ziemi. Ze złości zmienił moc pierścienia, w którym była jego miłość i nienawiść do Estery. - oświadczył.
- Mroczna Dusza! W pierścieniu jest nienawiść Lucyfera do Estery, czyli po prostu Mroczna Dusza? - spytał Jack.
- Tak. Jest tam napisane po łacinie: "Tenebris Anima non conciliat. Cor mundum non nisi duo amores, alteri sacrificium". - odpowiedział.
- A co to znaczy? - spytał Jack.
- To znaczy, tu cytuję: "Mrocznej Duszy nikt nie zwycięży. Może to zrobić tylko czysta miłość dwóch serc lub poświęcenie drugiej osoby".
- Musimy go zdobyć! - zawołał zielonooki biegnąc ku miejscu, gdzie stali Założyciele.
- Poczekaj no, Harry!... - zawołał Percy stanąwszy przed nim powstrzymując go od tego, co chciał zrobić. - ...Ty nie znasz Morgany Le Fay tak dobrze jak my pięcioro niż Merlin. Jeśli tam pójdziesz ona może ciebie zabić na miejscu. Macie większą moc i wiedzę, to prawda, ale nie macie doświadczenia w pojedynkach na tak dużym poziomie! Ona zna starożytną magię, wy nie. Jeśli cię zabije kto pokona Voldemorta i nauczy przyszłych wybrańców jak pokonać Mistrza Mistrzów? - spytał.
- Więc jak zdobędziemy pierścień Morgany odbijając Nicole całą i zdrową z jej rąk wracając cało z powrotem do naszych czasów? - spytał zielonooki.
- No właśnie jak wrócimy? - zapytał Jack.
- Tym się nie martwcie. Wystarczy, że wypowiecie słowo otwierające myśląc o Noyle. Otworzy się wtedy portal taki sam, jakim tu przybyliście. Gdy ja je wypowiem przeniosę cię w czasie, więc wybaczcie, nie pójdę z wami. Muszę tutaj zostać, by dalej się szkolić. Poza tym musimy jeszcze unormować stosunki między Założycielami. W tym momencie Jack spojrzał w kierunku wyżej wymienionych. Godryk i Salazar kłócili się.
- Zobaczcie! Oni się kłócą!... - zawołał pokazując na dwóch przyszłych wrogów. - ...Musimy ich uspokoić! Oni się zaraz pozabijają!... - zawołał widząc, że Salazar celuje mieczem w Godryka. On też wyjął miecz.
- Szybko, chłopaki! Pomóżcie mi! Rozdzielmy ich! Harry, zajmij się Godrykiem, ja zajmę się Salazarem! Jack uspokój Helgę i Rowenę! Powiedz Merlinowi by poszedł do Morgany i z nią w końcu pogadał. Tobie uwierzy, mnie nie... - oświadczył. - ...Harry, Jack, na "trzy" rzucacie zaklęcie rozbrajające na Salazara i Godryka. - oświadczył.
- Zgoda. - powiedzieli jednocześnie. Pobiegli do nich i w biegu rzucili zaklęcie.
- Expelliarmus! - potrójne zaklęcie zwaliło mężczyzn z nóg i odrzuciło kawałek od siebie. Jack pobiegł ku kobietom i próbował uspokoić. Gdy się trochę uspokoiły podszedł do Merlina i przekazał wiadomość od Percy'ego.
- Dobrze, panie Jack. Zrobię to. Pójdę do niej jeśli sobie tego życzysz. - powiedział Merlin.
- Chwileczkę, Merlinie. - Jack patrzył na niego w zamyśleniu.
- Tak, panie? - spytał.
- Ty przecież rzuciłeś zaklęcie, które powinno nami owładnąć, a nie tobą. - zauważył.
- Skąd wiesz jakiego zaklęcia użyłem, panie? - spytał mężczyzna.
- Sprowadziłeś nas z przyszłości, Merlinie i zobaczyliśmy co to za zaklęcie. Znaczy się mój brat, Harry ożywił was w XX wieku, a ty nam pokazałeś tłumaczenie tego zaklęcia. - wyjaśnił.
- W jaki sposób je zobaczyliście? - spytał.
- Poprzez Elyon Percy'ego, która nam pokazała przeszłość na specjalnym ekranie, ale tylko do wypowiedzenia przepowiedni. Dalej już nie, gdyż Percy nie chciał oglądać twierdząc, że nie chce na to patrzeć. - wyjaśnił.
- Rozumiem. Dziękuję, że mi o tym opowiedziałeś. Porozmawiam sobie później z moim uczniem. - oświadczył i poszedł do Morgany.
          Gdy Jack wrócił do Percy'ego i Harry'ego ci próbowali jak mogli nie dopuścić do ponownego pojedynku między dwoma czarodziejami, którzy znowu się kłócili.
- Ktoś powinien nauczyć cię szacunku do starszych! - krzyczał Godryk.
- Ta! Jasne! A ciebie do silniejszych! - odkrzyknął mu Salazar.
- USPOKÓJCIE SIĘ OBAJ! Po co te kłótnie? Tylko zgodą i pokojem możemy pomóc rodzeństwu Potter. Chcecie przecież by Hogwart był przez nich chroniony, a wy chcecie przejść do historii? - spytał Percy.
- Tak, chcemy. - odpowiedzieli jednocześnie
- Dobrze. Jack, zbliż się. - poprosił zauważywszy Puchona. Chłopak podszedł do niego i spytał:
- Słucham?
- Czas byś użył swojej mocy. Roweno, Helgo, Salazarze, Godryku proszę was byście mu pomogli w wydobyciu tej mocy z jego wnętrza. - oświadczył.
- A co to za moc? - spytała Rowena.
- W jego ciele jest zaklęta moc Ducha Władzy. - oświadczył Percy.
- Zaklęcie Ducha Władzy? - spytał Godryk.
- Tak.
- Od kiedy jest w nim to zaklęcie? - zapytała Rowena.
- Od urodzenia. - odpowiedział zainteresowany.
- Czyją duszę blokuje? - dopytywał się Salazar.
- Moją. - odpowiedział Harry.
- Dlaczego? - odezwał się ponownie. Percy, Harry i Jack spojrzeli po sobie, po czym bliźniacy spojrzeli na Percy'ego.
- Ja mam powiedzieć? - spytał z zaskoczeniem.
- Tak, pod warunkiem, że oni wiedzą z jakich czasów pochodzisz. - odpowiedzieli zgodnie. Percy podszedł do Założycieli i z pewnym oporem:
- Oczywiście, że widzą... - burknął, po czym zwrócił się do przyjaciół: - ...Słuchajcie, jak wiecie pochodzę z przyszłości, tak jak Nicole, Harry i Jack. Wiem o wielu magicznych sprawach, jak na przykład o twoim potomku Salazarze urodzonemu w połowie lat 20-stych w XX wieku i powiązaniach z Harrym, który urodził się w latach '80 tego samego wieku. - wyjaśnił.
- Ach tak. Co ma do tego Jack? - spytał Salazar.
- Już wyjaśniam. Harry w swoich czasach ma wroga, a jest nim twój potomek, Salazarze. Obaj są połączeni zaklęciem. Harry wyczuwa emocje twego potomka, szczególnie złość i gniew. Jack wyczuwa je także, gdyż są bliźniakami i używa nieświadomie Zaklęcia Duszy na Harrym chroniąc obu, ale to go osłabia wzmacniając potomka. - wyjaśnił Percy.
- Czarna magia... - wyszeptał Slytherin. - ...Nie udane zaklęcie? Śmiertelne zaklęcie Avady? - spytał.
- Tak. Skąd wiesz? - spytał.
- Gdzieś czytałem. - odpowiedział wymijająco. Nagle skądś poleciało zaklęcie, które uderzyło niespodziewanie w Rowenę. Wszyscy zareagowali chowając się w zamku. To Morgana szła razem z Nicole u boku. Merlin leżał nie daleko niej.
- Ej wy! Przestaniecie mnie ignorować?? - wrzasnęła. Wszyscy spojrzeli na nią, a potem zabrali Rowenę do zamku.
- Cholera. Dostała urokiem suchoty. Jeśli nie rzucimy natychmiast przeciw zaklęcia uschnie nam na oczach i umrze. Godryku, Helgo, Salazarze, nigdy was o nic nie prosiłem, ale najwyższy czas. Pomóżcie im. Idźcie i uratujcie Nicole. Harry, Jack, chodźcie ze mną. Musimy ratować Rowenę. - poprosił ich.
- Nie... - odezwał się Salazar, gdy Percy zaczął się podnosić. - ...Jeśli to czarna magia to ja się tym zajmę. Pomogę jej. Percy, pójdę z tobą i Ravenclaw. Wy idźcie pomóc pannie Potter i mistrzowi. - oświadczył mężczyzna.
- Zgoda. - powiedziała Helga.
- No nie wiem. - odezwał się Jack.
- Percy, jesteś pewien? - spytał Harry.
- "Zachowajcie pozory" - powiedział telepatycznie jednocześnie uśmiechając się i mówiąc:
- Tak, jestem pewien. - odparł.
- Więc zgoda. - powiedzieli jednocześnie bliźniacy.
- Idź... - dodał Harry. - ...Jack, chodźmy i ratujmy naszą siostrę. - oświadczył i pobiegł ku Morganie. Helga stała w miejscu, Harry dopiero po chwili poszedł za bratem. Percy poszedł z Salazarem w głąb zamku lewitując przed sobą Rowenę.
          Wyleczyli ją dość szybko, ale dość szybko by zobaczyć to, co się działo na polu walki. Totalny kataklizm. Harry walczył jak lew. Jack mu dorównywał siłą i szybkością. Helga, która dołączyła się do walki. Była całkiem dobra, ale traciła siły. Obudzili Merlina i także dołączył do walczących, ale najwyraźniej Morgana chciała jak najszybciej walczyć właśnie z nim. Drugim problem był taki, że Morgana zasłaniała się ciałem Nicole, która była bardzo osłabiona, zakrwawiona i nie mogli trafić wiedźmy. Nagle obok nich pojawili się Salazar z Percym.
- Percy! Salazar! - zawołali jedno po drugim.
- Slytherin! Levender!... - krzyknęła Le Fay niespodziewanie przerywając walkę. - ...Cóż za miła niespodzianka! - dodała.
- Oddaj Nicole! - zawołał Harry.
- Ją? - spytała spojrzawszy na rudowłosą.
- Tak! - krzyknął.
- Kim ona jest dla ciebie, że tak bardzo ci na niej zależy, chłopcze? - spytała się Harry'ego.
- Nie mów jej. - poradził mu Percy.
- Dlaczego? - spytał.
- Bo ona jest gorsza od Toma... - szepnął. - ...Jeśli jej ulegniesz przemieni cię w swojego sługę, który bez interesownie wykonuje jej rozkazy. Asorla. Coś na wzór zombi, ale nim nie jest. Kieruje nimi dzięki pierścieniu, a dokładniej mocy Mrocznej Duszy. - wyjaśnił.
- Skończyliście? - warknęła Morgana.
- Tak!... - powiedział natychmiast. - ...Słuchaj, Morgano, mój przyjaciel chce odzyskać Nicole. - wyjaśnił jej.
- A jeśli się nie zgodzę? - spytała.
- Cóż, to będziemy dalej walczyć. - stwierdził, więc walka trwała dalej.