Moja lista przebojów 2

11 sierpnia 2013

Rozdział 8 (45) - Odkryta prawda, zapomniane moce - część druga i Księga Merlina

Klik

          - Harry, mój drogi, zejdź na dół. Jack i Nicole chcą nam coś wyjaśnić. - oznajmiła łagodnie Joanne Evans wchodząc tego samego wieczora do pokoju wyżej wymienionego. Harry tylko wstał i nie chętnie wyszedł za babcią do salonu, gdzie przebywali: jego rodzeństwo, ich dziadek i Sai. Po chwili dołączyli do nich Harry i Joanne. Każde z nich usiadło w fotelach przy kominku. Przez niedługą chwilę wszyscy milczeli.
- Może zaczniecie? - przerwał ciszę Matt zachęcającym głosem patrząc na Jacka i Nicole.
- Dobrze, więc ja i Jack postanowiliśmy wam wszystkim tu obecnym powiedzieć coś o naszych mocach, które dziś zobaczyliście. - zaczęła nieśmiało Nicole.
- Mówiąc "naszych", czy masz na myśli o waszej dwójce czy o kimś jeszcze? - spytał były Gryfon.
- Tak, Harry. Mamy na myśli jeszcze kogoś, a konkretniej ciebie. - odpowiedział poważnie Jack. Harry'ego nie zaskoczyła ta uwaga. Zastanawiał się tylko dlaczego zawsze on?
- Zaraz, czy chcecie mi powiedzieć, że ja też posiadam jakieś zdolności, prócz tych, które dostałem po przez Eliksir Druidów? - spytał dla pewności.
- Tak. - odpowiedział Jack.
- Jakie? - zapytał.
- Zacznę od tego, że w domu Hoofów otrzymałeś kolejne zdolności... - zaczął Jack. Harry nie był tym zbytnio zaskoczony, ale w milczeniu słuchał. - ...Rozmawiałem wraz z Nicole z Percym Levenderem. Gdy się z nim spotkaliśmy zauważyliśmy wokół jego ciała poświatę. Powiedział nam, że ty Harry otrzymałeś moc prawie równą jak on. - wyjaśnił. Teraz odezwała się Nicole.
- Zaraz wyjaśnimy wam dokładniej co to za moc. Teraz zacznijmy od tego, że istnieje pradawna legenda o poza czarodziejskich umiejętnościach wcale nie związanych z magią czarodziejów czy magicznych stworzeń. Najstarsze z tych umiejętności to Moc 5-ciu Żywiołów Natury. Ziemia, woda, ogień, powietrze i miłość, oraz Moc 8-miu Planet: Merkury, Wenus, Mars, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun i Pluton. Przed Założycielami i Merlinem istniały jako osobne moce, czyli nikt nad nimi nie panował. Dopiero w ich czasach Merlin do pewnego stopnia mógł władać Mocami Planet. Zanim umarł zdołał przekazać tę wiedzę centaurom. Do 1907 roku nikt o nich nie słyszał ani nie czytał. Dlatego centaury nie przepowiadają ludziom przyszłości i nie mówią o przeszłości z gwiazd w sensie mocy proroctw. Dopiero w czasach Meropy Gaunt pojawiły się, gdyż były uśpione przez całe pokolenia Mugoli i czarodziejów. Moim zdaniem pojawiły się dopiero, gdy ona się urodziła, gdyż Meropa posiadała moc miłości. Nie jestem do końca pewna, ale uważam, że Meropa miała jakąś misję do wypełnienia. Nie wiedziała lub nie podejrzewała iż istnieją inne żywioły. Niestety nie wiemy kto posiadał resztę mocy Żywiołów. Po śmierci pani Riddle Moc Pięciu Żywiołów ponownie się uśpiła, ale pojawiła się ponownie w czasach Huncwotów, sióstr Evans oraz ich przyjaciół. Sądzę, że te moce wyczuwają niebezpieczeństwo ze strony mego ojca. - wyjaśniła Nicole patrząc na Harry'ego.
- Dużo wiesz o tych mocach, nie przeczę. Ale skąd wiesz o tej legendzie? - spytał tym razem Sai.
- Pracowałam krótko w Departamencie Tajemnic. Kiedyś weszłam do biura jednego z Niewymownych. Była tam mała biblioteczka. Podeszłam do niej i zobaczyłam książkę o starożytnych legendach. Tam właśnie przeczytałam o niej. Zaciekawiła mnie, gdyż we wstępie było napisane o przepowiedni dwóch czarodziejach z różnych rodów. Tu jest ta przepowiednia... - powiedziała pokazując na jakąś księgę leżącą na stoliku. - ...Problem jest w tym, że jest napisana w obcym języku. - odparła biorąc ją do ręki. Napisane było tam:

El Llibre de Merlín

Otworzyli na pierwszej stronie, a ona nagle przemówiła:

- "Aquí està El Llibre de Merlín. Es pot llegir només quatre persones: Els Elegits del segle XX, les seves guàrdies, els hereus de Slytherin amb un bon cor i un vampir lluna. Aquesta predicció és el final de la derrota final del mal: "Se jkun hemm jum meta dixxendent ta 'wieħed mill-fundaturi ta u dixxendent ta' wieħed mill-aħwa se jagħmlu battalja għall-destin tad-dinja ... dawn mhux se jvarjaw ammont żgħir ta 'snin ... Kemm imwieled fis-seklu għoxrin. L-ewwel li twieled fil-bidu u l-ieħor fl-aħħar ta '... Suġġetti tal-erba' fundaturi ta 'skejjel b'saħħithom se jintużaw għal skopijiet Vile mill-dixxendent aktar qawwija ta' l-Fundatur eżiljat 'l-iskola, biex isiru invincible u skur sorcerer ... Minkejja l-qawwa kbira u l-qawwa tal-dixxendent waħda mit-tliet aħwa jegħlbu dan ... Jekk ikun se jkun hemm ieħor 17-il sena, huwa se jipprova jingħelbu l-ewwel erwieħ, iddgħajjef ... liema waħda tkun DARE biex stand quddiem l-oħra biex tirbaħ? Jinsab Il Gates tal-infern u l-smewwiet jiftħu? Huwa magħżul mill-Passat jipproteġu d-dinja mill-Mulej aktar qawwija of Lords? Ipprepara biex kemm saqajh biex l-battalja finali għall-destin tad-dinja! Djar għandha jgħaqqdu!"

- O kurde! - wyrwało się Harry'emu i Jackowi.
- To kataloński i maltański. - stwierdził Matt.
- Wiesz co powiedział ten głos? - spytała Joanne.
- Tak. Pierwsze jest w języku katalońskim, a drugie w maltańskim. Powiedzieli: "Oto Księga Merlina. Czytać ją mogą tylko: Wybraniec z XX wieku, jego strażnicy, dziedzice Slytherina o dobrym sercu oraz księżycowy wampir. Przepowiednia ta jest finałem ostatecznego pokonania Zła: "Nastanie dzień, gdy potomek jednego z Założycieli i potomek jednego z braci, staną do pojedynku o losy świata... Będzie ich różnić nie mała ilość lat... Obaj narodzą się w XX wieku. Pierwszy narodzi się na jego początku, a drugi na jego końcu... Przedmioty czwórki Założycieli potężnej szkoły zostaną wykorzystane do podłych celów przez najpotężniejszego potomka wygnanego Założyciela tej szkoły, by stać się niezwyciężonym i mrocznym czarownikiem...Pomimo tak wielkiej mocy i potęgi potomek jednego z trzech braci pokona go... Gdy nastanie 17 rok drugiego, będzie on się starać pokonać pierwszego osłabiając jego Dusze... Który z nich odważy się stanąć przed drugim, by zwyciężyć? Czy Wrota Do Piekieł I Niebios otworzą się? Czy Wybraniec z Przeszłości obroni świat przed najpotężniejszym Lordem Lordów? Przygotujcie się, by obaj stanęli do ostatecznej walki o losy świata! Domy muszą się zjednoczyć!""
- Rety! To musiało naprowadzić Slytherina na to, by zdradzić swoich przyjaciół. - stwierdził Jack.
- Możliwe. - powiedział Harry.
- Nicki, opowiedz nam o tych zdolnościach? - poprosiła Jo zmieniając temat. Nicki przejrzała księgę, po chwili znalazła odpowiednią stronę i pokazała. Tych zdolności było dość sporo. Były to takie zdolności jak:

Znane czarodziejom:
Przemiana w kilka zwierząt (wielokrotna animagia).
Metamorfomagia (co drugie pokolenie).
Magia Bezróżdżkowa (wrodzona).
Magia niewerbalna (wrodzona).
Telepatia (nie wrodzona).
Zwiększone moce (z wiekiem kształcone)
Legilimencja (czarna magia – nie wrodzona)
Oklumencja (czarna magia – nie wrodzona)
Mało znane:
Mgnienie - czyli inny rodzaj teleportacji.
Widzenie przez przedmioty, ściany, podłogi, mury i na odległość.
Szósty zmysł (inaczej zwana intuicją – nie wrodzona)
Siódmy zmysł (połączenie mocy żywiołów, planet i mocy Wybrańca)
Ulepszona teleportacja – czyli przemieszczanie się bez dźwięku lub aportacja do-z-w magicznym budynku (przekazywane co kilka pokoleń)
Moc Odbicia (nie wrodzona)
Pierścienie Założycieli i Merlina (przekazywana co trzy pokolenia)
Telekineza (przenoszenie przedmiotów lub osób bez użycia magii) (nie wrodzona)
Wyczuwanie obecności magii i aury innej osoby lub przedmiotów (nie wrodzona, ale podobna moc jest przekazywana z pokolenia na pokolenie)
Empatia – czyli wyczuwanie emocji innych ludzi (nie wrodzona)

Zapomniane
:
Przyspieszanie molekuł lub niszczenie demona albo przedmiotu (nie wrodzona)
Moc 8 planet (Merkury, Wenus, Mars, Jowisz, Saturn, Uran, Neptun i Pluton) (nie wrodzona, ale dawane w czasach wojny)
Moc 5 żywiołów (ziemia, woda ogień, powietrze i miłość) (przekazywane w czasach wojny – czasami z pokolenia na pokolenie lub w tym samym rodzie)
Przepowiadanie przyszłości poprzez dotkniecie lub zobaczenie we śnie (tzw. Medium) (wrodzone)

Spotykane w czasach Założycieli i Merlina
:
Tworzenie portalu między wymiarowego(nie wrodzone)
Wzywanie Elyon (ujawnia się u czarodzieja/czarownicy w czasach wojny)
Modyfikacja umysłu dzięki rękom (wrodzone)
Tworzenie bariery ochronnej wyłącznie siłą woli (ulepszona i wzmocniona tarcza) (nie wrodzona)
Przemiana w feniksy pięciu żywiołów (ujawnia się co kilka pokoleń u różnych czarodziejów bądź czarownic)
Znajomość obcego języka mimo, że się go nie uczyło (dawane przez Elyon)
Władza nad szkłem (przekazywane z pokolenie na pokolenie)
Władza nad metalem (nie wrodzona i rzadko spotykania)
Stwarzanie osób poprzez rysunki, czyli myślowa wizualizacja (nie wrodzona i rzadko spotykania)
Odporność na magię (wrodzona i spotykania tylko w jednym pokoleniu)

- Rany! Sporo ich! - powiedziała Jo.
- Wiem, że większości z nich nie można się nauczyć byle gdzie oraz nabyć. Słyszałam, że wampiry rzadko uczą Zapomnianych Umiejętności. - powiedziała dziewczyna.
- Harry, czy nie tam miałeś iść na polecenie Ashe'a, by się uczyć u nich magii? - spytał Matt.
- Tak, dziadku. Mam plan, by do nich iść, ale musi się nadarzyć odpowiednia okazja... - wyjaśnił i westchnął, po czym wyprostował się i powiedział. - ...Chwila, ale Mocy 5 żywiołów nie można się nauczyć... - oświadczył Harry patrząc na siostrę. - ...Te moce mają moja matka, a także ciotka Aurelia i ich znajome: Julia, Martha i Nancy... - odparł. - ...Z tych umiejętności, które wymieniłaś ja nawet mam. Telepatia, "Sokoli Wzrok", Legilimencja i Oklumencja. Jack ma Moc Telekinezy, a ty Moc Odbicia... - popatrzył na nich chwilę i spytał. - ...Właściwie, skąd macie te umiejętności? - Wszyscy na nich spojrzeli oczekując odpowiedzi. W końcu to Jack odpowiedział:
- Jest to dziedziczne. Ty i ja mamy tych samych rodziców, czyli Lily Evans i Jamesa Pottera. Za to Nicole ma tylko tą samą matkę, co my, Lily, a jej ojcem, jak wiemy jest Voldemort. Pewnie nie wiesz, Harry, ale nasza matka potrafiła władać żywiołem miłości, ale miała też szósty zmysł oraz potrafiła się przemienić w królową Feniksów. - tu uśmiechnął się.
- Z tego co mówiła mi Petunia... - wszyscy spojrzeli na panią Evans. - ...każda z nich - Lily, Aurelia, Nancy, Martha i Julie - umiały przemienić się w feniksa odpowiadającego jednemu z żywiołów i każda miała jakąś zdolność. Podstawowe z nich to: Magia Bezróżdżkowa, Magia Niewerbalna, Legilimencja, Oklumencja i Telepatia. Ciocia Aurla powiedziała mi jakie miały jeszcze zdolności. Ona władała ogniem i miała właśnie Moc Odbicia, tak jak ja. Martha zatrzymywała czas, ale też mogła go przyspieszać, lecz mogła to robić na dany przedmiot lub osobę oraz władała ziemią. Nancy była coś w rodzaju medium, ale nie takim jak Regina Hoof czy Jack, gdyż przepowiadała przyszłość i przeszłość poprzez dotkniecie lub zobaczenie danego przedmiotu lub osoby, a także mogła władać powietrzem. Julie jest Empatką i władała wodą. Za to nasza matka mogła wzywać Elyon. - (Czytaj: Eljon) wyjaśniła Jo.
- Kogo? - spytali wszyscy.
- Elyon... - powtórzyła Nicole. - ...W Księdze Merlina jest napisane, że jest to istota, która ma najsilniejszą moc na całym świecie. Stukrotnie większą nawet od mocy Lorda Lordów, Merlina oraz Założycieli razem wziętych w szczytowej formie. Ma też moc stwarzania portalu między wymiarowego i między czasowego, którą może dać dowolnej osobie wyznaczonej przez tego, kto posiada władze nad nią. - odpowiedziała patrząc na dziadka. Wszyscy byli pod wrażeniem tej opowieści.
- Więc... więc jaką ja mam zdolność? - spytał ponownie Harry.
- W zasadzie to nie mam pojęcia. - westchnęła Nicole.
- Lecz domyślam się, że głos, który przez ciebie przemawiał w domu Hoofów to był właśnie głos Elyon. - dodał Matt.
- A jak wy zyskaliście te moce? - spytał Sai Nicole i Jacka.
- Cóż, sądzę, że gdy ja, Nicole i Harry spotkaliśmy się w jednym miejscu, czyli w Piekielnym Dworze, domu Voldemorta ratując Nicole poczułem wtedy w sobie przypływ moc. Nicole, pamiętasz? Trwało to co prawda ułamek sekundy, ale dostaliśmy wtedy moce. - wyjaśnił Jack patrząc na siostrę. Dziewczyna chwilę patrzyła na Puchona i powiedziała:
- Wiesz co, Jack masz rację. Też to wtedy poczułam, ale pomyślałam, że to tylko zawroty głowy spowodowane faktem, to gdzie byłam... - oświadczyła. Spojrzała na drugiego brata - ...Harry, musiałeś dostać tą moc od nas. Czyli: ode mnie, Jacka, Voldemorta i dziadka Matta.
- To ma sens... - wtrącił się Matt. - ...Uważam jednak, że tu chodzi o połączenie kilku mocy. Nie tylko moich, ale też was. - powiedział.
- Nas? - zdziwił się Jack.
- Tak, was. Ciebie, Nicole, Lily i Voldemorta. - wyjaśnił.
- Ale nasza mama nie żyje. - przypomniała mu Nicole.
- To prawda, ale ja też czytałem o tych mocach i wiem, że nawet zmarli mogą przekazywać poprzez kogoś moce, które posiadały za życia. Sądzę, że moc Lily już była w Harrym od dnia, gdy dała mu ochronę poświęcając się. Musiała się tylko połączyć z naszymi, by Harry mógł zyskać swoją niezwykłą moc. Wtedy, w domu Voldemorta twoje i Jacka moce musiały być uśpione i zapewne uaktywniły się w domu Hoofów poprzez dotknięcie naszej czwórki. Uważam, że najwyższy czas, by sprawdzić jaką to ma moc nasz odważny Wybraniec... - spojrzał na byłego Gryfona. - ...Harry, skup się na swojej wewnętrznej duszy i energii życiowej. Wyzwól ją, a zobaczymy jaką masz moc. - powiedział uśmiechając się.
- Matt ma rację, Harry. On też tak zrobił i zapanował nad mocą Lorda Lordów. Spróbuj, a może ci się uda. - poradziła mu ich babcia. Harry, kierując się wskazówkami babci i dziadka, zamknął oczy. Skupił się na swej wewnętrznej energii życiowej i swej duszy. Myślał wyłącznie o nich.
Przez długie minut nic się nie działo... Jednak Harry wpadł na pomysł...
          Myśląc o swej matce, przyjaciołach i rodzinie, którą obecnie miał poczuł orzeźwiający wiatr. Tak, że odgarnęło wszystkim włosy. Wraz z tym wiatrem odczuli jakąś nie ziemską siłę, potęgę i moc płynącą od Harry'ego. Nagle Harry otworzył oczy i wstał. Chwilę stał nieruchomo, aż w końcu wziął głęboki i uspakajający oddech i zawołał:
- Przybądź, Elyon! - zawołał w obcym języku, a konkretniej w języku katalońskim. Chwila ciszy, aż nagle przed nimi w blasku kolorowego światła pojawiła się piękna kobieta o jasnych, długich lśniących, prostych włosach. Była ubrana w perłową długą szatę ze złotymi szarfami.


Oczy miała koloru Pięciu Żywiołów.



Na głowie nosiła złotą tiarę z pomarańczowymi lśniącymi kamieniami. Przypominały cytryn nazywanym kocim okiem.


- Witaj, Harry Potterze. Na imię mi Eylon. Wreszcie nadszedł dzień, by przekazać moc Estery... tobie. - miała głęboki melancholijny głos. Mówiła w tym samym języku co Harry ją wezwał.
- Mnie też, Elyon. Możesz mi powiedzieć jakie są twoje zdolności? - spytał.
- Oczywiście. Mam nie ograniczone umiejętności, a przede wszystkim odpowiem na każde twoje pytanie jakiekolwiek by ono nie było. - odpowiedziała.
- Więc powiedz mi, czy to prawda, że jesteś najsilniejszą osobą na świecie? - spytał.
- Tak.
- Czy mogłabyś zabić kogokolwiek? - znowu zadał pytanie.
- Tak. Mogę zabić każdego kogo wskażesz, lecz jeśli masz na myśli Lorda Voldemorta to wiedz, że nie mogę go zabić, gdyż to nie jest mój obowiązek ani przeznaczenie. To ty jesteś Wybrańcem Losu I Przeznaczenia, a nie ja. I tylko ty możesz tego dokonać. Poza tym, mogę też doradzać ci w różnych sprawach. - Harry uśmiechnął się.
- Dziękuję ci, Elyon. Możesz już iść. Gdy będę cię potrzebował wezwę cię. Na razie do widzenia. - pożegnał ją Potter.
- Do widzenia, Harry Potterze. - powiedziała. Dygnęła i zniknęła w białym blasku światła. Wszyscy byli pod wrażeniem kobiety. Elyon mówiła w obcym języku, którego Harry nie mógł znać, ale zdziwiło go, że umiał mówić w języku katalońskim. Pan Evans przetłumaczył ich rozmowę.
- Niewiarygodne! Ona może wszystko z wyjątkiem zabicia Voldemorta! - zawołał Jack.
- Właśnie. - powiedziała zrezygnowana Nicole.
- Posłuchajcie, muszę wracać do domu państwa Ghohów, by iść z Ronem i Hermioną na poszukiwanie Horkruksa. Nicole, Jack, Sai idziecie ze mną? - spytał.
- Tak. - odpowiedzieli jednocześnie. Po czym Sai zwrócił się do pana Evansa:
- A co z moją siostrą? - przypomniał im.
- Spokojnie, panie Kuchemoto. Wszyscy do niej pójdziemy. Harry, chodźmy. - powiedział Ten wyciągając ku niemu rękę. Harry chwycił ją, a reszta chwyciła Matta i Harry'ego.

~~*~~

          W szpitalu Świętego Munga poszli za Sai'm na czwarte piętro.
- Stop! Zatrzymajcie się! - zawołał Sai z narastającym przerażeniem. Brunet wyczuł moc z sali Jackie. Pognał tam, a oni za nim. Dobiegli do jakiejś sali. Nagle stanęli jak wryci w progu. W całym pomieszczeniu było pełno szkła. W sali były sprzątaczki, uzdrowiciele i sama zainteresowana. Sai wszedł do środka.
- Proszę wyjść. Tu nie można wchodzić. - powiedziała jedna ze sprzątaczek.
- Nie wyjdę stąd dopóki nie dowiem się co się tu stało!... - warknął. - ...Co się tu tak właściwie stało? - spytał na koniec. Na jego pytanie odpowiedział uzdrowiciel stojący przy łóżku chorej.
- To się stało kilka minut temu. Pańska siostra obudziła się i chcieliśmy zobaczyć czy dobrze się czuje. A gdy przyszliśmy porozbijały się wszystkie szkła. Zanim państwo przyszli podałem jej eliksir Słodkiego Snu. - wyjaśnił. Wszyscy byli przerażeni z wątkiem Harry'ego. Zielonookiemu wpadł do głowy pewien pomysł.
- Proszę pana, my ją wyleczymy. - powiedział.
- Ale ja jestem tu uzdrowicielem i ja ją mogę wyleczyć. - powiedział nieco zdekoncentrowany.
- Proszę nam zaufać... - powiedział. - ...Przybądź, Elyon! - zawołał na koniec. Chwilę potem ponownie pojawiła się biało włosa. Uzdrowiciel nie był zdziwiony samym pojawieniem się kobiety, ale był wytrącony z równowagi, że ktoś inny poza nim pomoże jego pacjencie
- Słucham, Harry? - spytała.
- Czy potrafisz leczyć ludzi? - spytał.
- Tak, potrafię. Kto jest ranny? - spytała. Harry bez słowa pokazał na pannę Kuchemoto leżącą na łóżku na przeciw niej. Kobieta podeszła do dziewczyny i nachyliła się nad nią.
- Co pani robi? - spytał mężczyzna.
- Uleczę ją. Proszę się odsunąć. - nakazała tym razem w języku angielskim. Zanim mężczyzna coś jeszcze powiedział dotknęła jej głowy, a drugą okolic serca i zamknęła oczy. Pod jej dłońmi pojawiła się żółta poświata. Chwilę świeciła po czym znikła. Elyon cofnęła się o krok i czekała aż się dziewczyna odezwie. Ta przez dwie chwile nie kontaktowała. Nagle otworzyły powoli oczy.
- Gdzie ja... gdzie ja jestem? - spytała w końcu. Kobieta przyjrzała się jej stanowi i po chwili powiedziała do Sai'ego:
- Nic jej nie będzie... - a potem do uzdrowiciela. - ...Musi jeszcze kilka dni poleżeć. Proszę jej podać eliksiry uspakajające i podwójną dawkę Słodkiego Snu. - oznajmiła łagodnym głosem.
- Czy Jackie wyzdrowieje? - spytał pan Ghoh stojący nie opodal.
- Tak. - odpowiedziała uśmiechając się. Sai podszedł do siostry.
- Jacq, wszystko będzie w porządku. Zostaniesz w szpitalu jeszcze kilka dni. - powiedział nachylając się nad nią.
- W szpitalu? Jak się tu znalazłam? - spytała zaskoczona. Do rodzeństwa podeszła Anne Ghoh.
- Pamiętasz coś, co było zanim straciłaś przytomność w waszym domu? - spytała. Dziewczyna przez chwilę myślała, aż w końcu odpowiedziała:
- Tak, pamiętam. Piłam sok z Pucharu, który kupiłam w domu antycznym. Gdy piłam powiedziałaś, bym z niego nie piła. Potem poczułam, że boli mnie gardło, potem zaczęłam się krztusić, a następnie dusić i chyba straciłam przytomność. Powiedzcie mi dlaczego tak się stało? - spytała. Na jej pytanie odpowiedział Harry:
- Puchar, który kupiłaś był jednym z Horkruksów Lorda Voldemorta. Najwyraźniej, gdy z Niego piłaś klątwa poraziła całe twoje ciało poczynając od twojego gardła. Mało tego zapadłaś w śpiączkę na sześć dni. - wyjaśnił. Jackie była bardzo zaskoczyła tą informacją. Po chwili spytała:
- Czy ty przypadkiem nie jesteś Harry Potter, syn Jamesa Pottera i Lilianne Evans?
- Tak, to ja. Twój brat bardzo się niepokoił o ciebie. Wujostwo zresztą też. - odpowiedział.
- Och, no tak. Przepraszam was. - powiedziała smutno. Tymczasem Harry, jego rodzina oraz Elyon wyszli na korytarz.
- Myślę, że z Jackie wszystko będzie dobrze. - mówił, ale urwał, bo mu przerwano.
- Panie Potter... Harry, chcę ci podziękować. - przerwał mu Sai.
- Och, w porządku, Sai. Zresztą to nie moja zasługa, ale Elyon... - powiedział skromnie. - ...Poza tym, tak jak powiedziała: "Nic jej nie będzie. Musi jeszcze kilka dni poleżeć."... - uśmiechnął się pocieszycielsko, a po chwili spytał: - ...Sai, możesz mi powiedzieć czy wasza rodzina posiadała jakieś zdolności? - spytał.
- Tak. Ja mam zdolność Wyczuwania Obecności Osób Na Odległość Poprzez Ich Moc, a szczególnie tą mroczną. - odpowiedział.
- A twoja siostra? - spytał Jack.
- Jacq włada szkłem. Ostatnio jakoś nie panowała nad nią, bo trzeba ją nieustannie kontrolować tak jak swoje emocje oraz Telekinezę i zamrażanie czasu i jego przyspieszanie. - spojrzał na jednego z braci Potterów.
- Sai, było nam miło pomóc twojej siostrze, ale musimy już iść. - powiedział Harry wyciągając ku niemu rękę.
- Wiem, Harry. Słyszałem od Sarah, że jesteś dowódcą Zakonu Feniksa. Chciałbym się zapytać: Czy ja i Jacq możemy się przyłączyć do ciebie? Możesz być pewien, że nie jesteśmy Śmierciożercami ani zwolennikami takich osób jak Knot. Od dawna jesteśmy z tobą. - odparł pokazując gołe przedramię.
- No nie wiem. Elyon, jako mój doradca, co o tym sądzisz? Co mi doradzasz? - spytał się kobiety.
- Uważam, Harry, że powinieneś ich przyjąć do Zakonu. Poza tym on mówi prawdę. Jest po twojej stronie, jak i jego siostra. Ich rodzina pochodzi z Japonii, a Japonia i Anglia są sojusznikami zarówno w Mugolskim świecie oraz w czarodziejskim. - wyjaśniła.
- To prawda. - potwierdził Sai.
- Dodam, że dobrze będzie mieć kolejnego aurora w Zakonie. - zakończyła kobieta. Harry patrzył to na Elyon to Sai'ego i z powrotem. W końcu powiedział wyciągając ku czarnowłosemu młodzieńcowi rękę:
- Zgoda, Sai. Ty i Jacq jesteście od teraz oficjalnie członkami Zakonu Feniksa... - oznajmił oficjalnym tonem. - ...Skontaktuj się z Aurelią Parker, jest moim zastępcą. Powiedz jej co się wydarzyło zarówno tu w szpitalu jak i Grodzie. Dobrze? - poprosił.
- Dobrze. - odpowiedział ściskając mu rękę.
- Tu masz Lusterko Dwukierunkowe dla siebie i siostry... - powiedział wyczarowując je wcześniej i podając mu. - ...Dzięki niemu możesz się skontaktować z każdym członkiem Zakonu Feniksa i Gwardią Dumbledore'a. Musimy niestety iść, Sai. Pozdrów od nas Jacqueline i wujostwo. Cześć. - Harry chwycił swoją rodzinę za ręce i deportowali się najpierw do Ciernistego Grodu, by zostawić tam dziadków, a potem razem z rodzeństwem i Elyon deportował się do domu Ghohów, by zabrać przyjaciół, którzy byli tam już od prawie trzy tygodnie i zajmowali się ich dziećmi. Kevinem i Pietą.
          Gdy się tam zaleźli natychmiast streścili co się wydarzyło przez ten czas dodając kim jest Elyon i co za zdolności mają oba rodzeństwa. Na końcu Harry powiedział:
- Musimy natychmiast zająć się Eliksirem Wskrzeszenia. Pójdziemy do Doliny Godryka i zajmiemy się nim osobiście. - oznajmił. Jak powiedział, tak zrobił.

4 sierpnia 2013

Rozdział 8 (45) - Odkryta prawda i zapomniane moce - część pierwsza

Klik

~ Telepatia

Wężomowa

 

 

Sai stracił przytomność zaraz po tym, jak oba Horkruksy rzuciły się na Harry'ego. Gdy się obudził, usłyszał głos:

- Panie Kuchemoto, nic panu nie jest? – usłyszał odległy głos pana Evansa nad sobą.

- Nie mogę się ruszyć – szepnął, próbując zrobić jakiś ruch ręką – Ten Hor-horkruks... chyba mi... coś zrobił. Tak jak Wybrańcowi i jego siostrze – wyjąkał. Matt sprawdził jego stan. Było z nim niezbyt dobrze – Co z... Potterami? – zadał znowu pytanie Japończyk.

- Są nieprzytomni, ale nic im nie będzie – odpowiedział pan Evans.

- Co za ulga – powiedział słabo Sai.

- Kochanie, a co z Pucharem? – odezwała się Jo tuż za nim – Nie został jeszcze zniszczony – zauważyła – Wprawdzie unieszkodliwiłeś Riddle'a, ale nie zniszczyłeś Pucharu – zauważyła zmartwiona jego żona.

- Rzeczywiście. Sam Go zniszczę – wstał i wyciągnął rękę w kierunku Horkruksa, skupiając się na Duszy Czarnego Pana w tym "pojemniku", niż na swojej i mówiąc w myślach. "Moriatus". Nagle – niespodziewanie Puchar roztrzaskał się na siedem kawałków, a w międzyczasie rozległ się cichy krzyk wewnątrz owego Przedmiotu.

- Och! Wspaniale, kochanie! Zniszczyłeś go! – i rzuciła mu się na szyję – Dobrze się spisałeś – szepnęła mu w szyję i pocałowała go w policzek – Dobrze, teraz sprawdźmy, co z panem Kuchemoto – oświadczyła, nachylając się nad młodzieńcem.

- Nie ma czucia w ciele. Od pasa w górę mięśnie są sztywne z wyjątkiem twarzy. Poza tym nie widzi – wyjaśnił Lord pokrótce.

- Och, to niedobrze. Wyleczysz go? – spytała z nadzieją.

- Tak, wyleczę, ale musi tu zostać parę dni – odparł.

- Panie Evans... obiecał mi pan coś – odezwał się chicho młodzieniec.

- Co takiego, synu? – spytał mężczyzna, spojrzawszy na niego.

- Obiecał mi... pan, a raczej... pana wnuk, Harry... że pomożecie... mojej siostrze – przypomniał.

- A no rzeczywiście – zamyślił się Lord – Najpierw zajmiemy się wami, a potem pana siostrą. Dobrze? Nie chce pan przecież, aby twoja siostra zobaczyła cię w takim stanie, co nie? – oświadczył. Sai zmarkotniał, ale w końcu stwierdził, że Czarny Lord miał rację. Sam będąc w takim stanie, nie może DOSŁOWNIE zobaczyć siostry, a co dopiero pójść do niej. Musiał więc tu zostać aż wyzdrowieje i potem się z nią zobaczyć.
- Dobrze, panie Evans, zostanę. Jednak potem wyleczy pan moją siostrę? – spytał, gdy mężczyzna niósł go na niewidzialnych noszach do jednego z wielu pokoi.

- Oczywiście, zrobię to, ale teraz musi pan wypocząć – powiedział i położył go, z pomocą żony, na łóżku podając mu różne eliksiry lecznicze: na uspokojenie, na obrażenia zewnętrzne tj.: siniaki i zadrapania oraz na wzrok. Na końcu dał mu eliksir słodkiego snu z ulepszonym skutkiem. Działał nie godzinę jak zwykły Słodki Sen, ale 2,5 godziny.

Pani Evans poinformowała państwo Ghoh, że ich siostrzeniec w ciągu tygodnia nie wróci do domu i by się nie martwili o niego.

 

~~*~~

 

Mijał czas...

Po trzech dniach Harry i Jack mogli już siedzieć i rozmawiać, ale i tak na wszelki wypadek musieli poleżeć dzień góra dwa. Tak więc siedzieli teraz w swoim pokoju na osobnych łóżkach, rozmawiając o tym, co się zdarzyło podczas ostatniej walki z Horkruksem Voldemorta. Ich rozmowę przerwał niespodziewany trzask drzwi do ich pokoju. Do środka weszła babcia Jo, otwierając gwałtownie (i z hukiem) drzwi i zawołała od progu:

- Chłopcy! – wydyszała zdenerwowanym i zdyszanym głosem – Pod żadnym, ale to żadnym pozorem i cokolwiek byście usłyszeli i działo się, nie wychodźcie z pokoju. Zaraz przyprowadzę do was Nicole i pana Kuchemoto – zawołała.

- Ale babciu, co się stało? – spytał Jack. Odpowiedź sama wyszła z jego ust, gdy poczuł ból w okolicy czoła – ON tu jest!? – zawołał, patrząc na babcię ze strachem.

- Tak, Jack. Voldemort jest tutaj i dlatego zabraniam wam wychodzić z tego zamku, a tym bardziej z tego pokoju. Nawet gdyby się paliło i waliło. Jeśli on was tu zobaczy, a już szczególnie ciebie, Harry będzie wtedy źle i domyśli się, że coś jest nie tak. Przypuszczam, że może nas zabić, więc nie ruszajcie się stąd ani na krok – nakazała i wyszła.

- Dobrze, babciu. - powiedział Harry za nich obu.

Gdy Jo wyszła, zamykając drzwi za sobą, poszła prosto do pokoju Nicole, by wraz z jej pomocą przenieść Sai'ego do pokoju bliźniaków. W końcu nie miała czarodziejskich mocy. Mieli szczęście, że ocknęła się wczoraj wczesnym rankiem. Gdy Joanne weszła do pokoju należącym do Nicki natychmiast do niej podeszła mówiąc:

- Nicole, musisz mi pomóc przenieść pana Kuchemoto do pokoju bliźniaków – powiedziała szybko.

- Dlaczego, babciu? – zdziwiła się dziewczyna.

- Dlatego, że jeśli Voldemort zobaczy was tutaj całych i zdrowych zabije nie tylko Harry'ego, ale i nas wszystkich. On tu idzie, Nicole. Musimy was przenieść w bezpieczne miejsce. Co za szczęście, że nie wie iż dobudowaliśmy tyle pomieszczeń. Jeśli waszą trójkę zobaczy, a szczególnie w tym zamku, to... – urwała, bo usłyszała głos swego męża w swojej głowie:

~ Joanne, on jest już w zamku i idzie do Pokoju Spotkań. Pospiesz się z nimi, zanim będzie za późno ~ powiedział Matt tak szybko, że ledwo kobieta go zrozumiała. Wydawało jej się, że jest zdenerwowany i przerażony zarazem. Musiała rzecz jasna pospieszyć się – Nicole, idziemy. Szybko! – i wyszły.

Były w połowie korytarza wiodącego do pokoju Harry'ego i Jacka, gdy Jo usłyszała kroki na końcu korytarza. Szybkie kroki, a zarazem ciche podobne do szelestu liści. Chwyciła wnuczkę za ramię i wepchnęła bezceremonialnie do jakiejś komórki na miotły. Wstrzymując oddechy czekały w milczeniu. Zdawało im się, że nikogo nie usłyszał i nie zauważył, gdyż przeszedł obok ich kryjówki. Gdy kroki ucichły wyszły, ostrożnie na palcach poszły do pokoju Sai'ego i zaprowadziły go do Harry'ego i Jacka. Znalazłszy się tam weszły do środka i zobaczyły niecodzienny widok. Harry i Jack leżeli na swoich łóżkach. Obaj jęczeli z bólu. Nicole natychmiast zareagowała podbiegając do braci.

- Chłopaki! Co wam jest?? – pisnęła. Nagle podbiegła do niej Jo mówiąc:

- Nicki, ciszej! – syknęła, zakrywając jej usta.

- Dlaczego? – spytał Jack, trzymając się nadal za czoło, spojrzawszy na nią.

- Voldemort jest już blisko. Jeśli was usłyszy będzie gorzej, niż źle i dlatego zachowujcie się tak cicho, jak mysz pod miotłą. Rozumiecie? – spytała ostrzegawczo. Cała trójka skinęli milcząco głowami – To dobrze. Nie wychodźcie stąd. Ja idę do sąsiedniego pokoju. Zachowujcie się i bądźcie cicho – powiedziała i wyszła. Jak powiedziała, tak zrobiła. Weszła do pokoju, gdzie zawsze obserwowała i słuchała rozmowy swego męża z Czarnymi Panami, w tym przypadku z Lordem Voldemortem.

Tymczasem Harry oraz jego rodzeństwo i Sai również obserwowali, co się dzieje w Pokoju Spotkań poprzez "Sokoli Wzrok" Harry'ego dotykając jego ramienia.

Kilka minut wcześniej...

Matt stał przy oknie, patrząc na krajobraz dżungli za nim. 'Dlaczego przyprowadziłem tutaj Sai'ego i nasze wnuki, skoro on tu może przyjść w każdej chwili?' Chciał się rozpłakać na tę myśl, ale w tej chwili coś odwróciło jego uwagę od tych myśli. Wyczuł magię Voldemorta idącego szybkim i cichym krokiem do pokoju, w którym się obecnie znajdował. Natychmiast przekazał tę informację żonie i przyjął kamienną twarz (wtedy Jo i Nicole były już w pokoju bliźniaków). Wyczuł go. Stał już przy drzwiach (Jo zdążyła ledwo wejść do sąsiedniego pokoju) i zanim zdążył zapukać, Matt zawołał:

- Wejdź, Tom – Jego głos był zimny do szpiku kości, ale było też słychać strach. Czarny Pan wszedł do środka. Stanął po środku pokoju i skłonił się – Co cię tym razem do mnie sprowadza, Tom? – spytał, nie patrząc na niego. Wiedział, że gdyby teraz spojrzał mu w oczy zabiłby go samym spojrzeniem lub rzuciłby się na niego i zabił gołymi rękoma. Powstrzymywała go myśl o przepowiedni Voldemorta i Harry'ego.

- Panie, chciałem spytać, co u młodego Gryfona? – zapytał. Pana Evansa zdziwiło to pytanie.

~ Dlaczego on o to zapytał? Dziadku, czemu się tak o mnie... martwi? ~ rozległ się głos Harry'ego w głowie starszego mężczyzny.

~ O to jest pytanie, Harry. Spróbuj się włamać do jego umysłu. Bądź ostrożny i zrób to tak, by cię nie wyczuł ~ doradził również telepatycznie.

~ Dobrze, dziadku. Spróbuję ~ usłyszał odpowiedź. Tymczasem Matt podszedł do Riddle'a. Spojrzał mu prosto w te jego czerwone oczy i spytał:

- Powiedz mi, Riddle: Czemu cię to interesuje? Przecież nienawidzisz tego bachora i chcesz go zabić osobiście – spytał zimno.

- Panie, zabrałeś Pottera do siebie i chcę spytać: Czy mógłbym się z nim zobaczyć? – wyjaśnił. Czarny Lord wyczuł w jego głosie złość, ale i coś jeszcze. Było to coś takiego jak: Troska? Zmartwienie? Przerażenie? 'O, co ci chodzi, Riddle?'. Spytał sam siebie w myślach. Po dłuższym zastanowieniu odpowiedział:

- Nie, Riddle. Nie możesz go zobaczyć – odpowiedział. 'Co ja mam zrobić? Jeśli mu powiem, że Harry jest zaledwie piętro wyżej od nas, natychmiast do niego pójdzie i zabije za zniszczenie kolejnego Horkruksa. Co robić? Może spróbuję go od tego odwieść?' Na tę myśl uśmiechnął się pod nosem – Riddle – Matt zaczął się od niego oddalać wolnymi krokami w stronę okna – zauważyłem, że twoja moc wzrosła, gdy odzyskałeś ciało i moc trzy lata temu. Zauważyłem również, że zmalała nieco, gdy Potter uciekł wraz ze swoim rodzeństwem i ich przyjaciółmi z Hogwartu kilka dni temu. Wyjaśnisz mi to? – spytał, stanąwszy pod oknem. Widać było, że Riddle był nie tylko zaskoczony, ale też zdenerwowany tym pytaniem. Korzystając z okazji, że zaległa cisza, Matt zapytał Harry'ego telepatycznie.

~ Harry, o czym teraz myśli Voldemort? ~ spytał.

~ Sam nie wiem ~ odparł ~ "Raz jest podekscytowany, a raz zdenerwowany, a nawet zmartwiony. Sam nie wiem, co o tym myśleć. On zresztą też. Poza tym Voldemort zastanawia się jak zabrać mnie od ciebie" - wyjaśnił nie zbyt przekonująco.

~ ŻE COO??? ~ zawołał Matt tak głośno w myślach, że mało brakowało, by Harry spadłby z łóżka, na którym siedział.

~ Na Merlina! Nie tak głośno!! To, co słyszałeś, dziadku: Riddle chce mnie zabrać od was, bo wie, że jesteś groźniejszy i potężniejszy od niego. Wie też, że nie może ciebie zabić ze względu na jakąś Przysięgę ~ wyjaśnił.

W międzyczasie, gdy Matt rozmawiał z Harrym telepatycznie, obaj nie zauważyli, że Voldemort ich podsłuchuje, a raczej Harry'ego. Gdy doszli do momentu, gdy Harry nazwał jego pana per "dziadku" nabrał podejrzeń. 'Nazwał go "dziadkiem"? Przecież to niemożliwe. Matthew Evans i Curtis Potter nie żyją'. Pomyślał z nie dowierzaniem.'To musi być jakaś sztuczka, albo spisek. Bo niby w jaki sposób mogli by żyć? Zaraz... chybaże Potter już sporządził Resurrection*, ale to niemożliwe. Pozostały dwa tygodnie. Muszę się upewnić'. Pomyślał, marszcząc brwi.

- Panie, jeśli pozwolisz... Potter i jego przyjaciele oraz rodzeństwo rzeczywiście uciekli mi, ale nie jestem w stanie wyjaśnić dlaczego moja moc zmalała w tak krótkim czasie – odezwał się.

- Rozumiem, Riddle, ale... – nagle urwał, bo Voldemort powiedział niepokojące zdanie:

- Ale mogę wyjaśnić – tu zrobił dramatyczną pauzę, uśmiechając się potwornie, po czym kontynuował wstając patrząc na Matta chytrze – to gdzie jest obecnie Zbawiciel Świata – odparł.

- Doprawdy? A gdzie? – spytał z udawaną ciekawością, ale czuć było przerażenie w jego głosie. Zaczął się powoli cofać, ale natrafił na ścianę obok okna.

- Najpierw ty mi powiedz, jak naprawdę się nazywasz? – spytał, wyciągając różdżkę w jego kierunku. Matt, gdy tylko zobaczył różdżkę w jego dłoni, strach już widniał na jego twarzy. 'O, rany! Riddle ma różdżkę! To by znaczyło, że Amazonki... O, matko! Jeśli coś im się stało, nigdy sobie tego nie wybaczę! Ani także jemu! Nie mam wyboru. Muszę mu powiedzieć, kim jestem naprawdę'. Panikował w myślach.

- J-jaa n-n-nazywam się... Matthew Brian Evans – odparł trzęsąc się.

- Tak właśnie myślałem – tu uśmiechnął się diabelnie – Poprzedni Czarny Lord był okrutniejszy niż ty. Kochał tortury, zabijanie, chaos i zawieruchę w każdym świecie. Szczególnie w świecie czarodziei. Szanowaliśmy go, a nawet podziwialiśmy. Chcieliśmy być tacy jak on. Ty tego nie robisz. Zabrałeś Pottera ode mnie z Hogwartu, bo chciałeś go chronić przede mną i teraz wiem, dlaczego przyprowadziłeś go właśnie tu. Jesteś jego dziadkiem od strony matki. Jednak wiedziałeś, że mogę wejść w każdej chwili do tego budynku. Jeśli dobrowolnie mi go nie oddasz sam go znajdę i zabiorę – oznajmił i czekał na decyzję mężczyzny. Cisza trwała minutę. Nagle drzwi się otworzyły z trzaskiem.

- Jeśli chcesz go zabrać, ojcze to po naszych trupach! – syknęła Nicole do Czarnego Pana. Voldemort obrócił się o 180 stopni tak szybko, że jego peleryna załopotała. Patrzył na wszystkich po kolei.

- No, no, no. Rodzinka w prawie całym komplecie! – uśmiechnął się złośliwie, patrząc na rodzeństwo Potter i Joanne.

- Po co chcesz mnie zabrać? – spytał Harry bez czegoś takiego jak "dzień dobry" lub "witaj".

- Och, więc podsłuchiwałeś nas? Zanim się dowiedziałem, kim naprawdę jest Czarny Lord, chciałem cię od niego zabrać, bo... – urwał, gdyż Jack się wtrącił:

- Bo jest potężniejszy od ciebie. Zgadza się? – wpadł mu w słowo.

- Tak. Zgadza się, lecz teraz wiem, kim jest naprawdę. Sądzę, że pójdziesz teraz ze mną, Harry – powiedział, akceptując ostatnie słowo, podchodząc do byłego Gryfona. Harry drgnął, gdyż wypowiedział jego imię. Ledwie Voldemort zrobił krok, gdy stanęła przed nim jego rodzina na przedzie z Nicole. Riddle zatrzymał się i spojrzał na nich swoimi czerwonymi oczami – Zejdźcie mi z drogi, głupcy! – warknął.

- Zmuś nas! – syknęła Nicole, stojąca najbliżej niego, ale w bezpiecznej odległości.

- Jak sobie życzysz. Avada Kedavra! – krzyknął.

- Nicole, nie! – ryknęli jednocześnie Harry i Jack. Rzucili się rycersko w jej kierunku, ale nie zdążyli, gdyż w tym samym czasie dziewczyna wyciągnęła wewnętrzną dłoń przed siebie. To, co się stało potem jakby spetryfikowało wszystkich (nie pominąwszy Voldemorta). Zielony promień uderzył w dłoń panny Potter i... wchłonął w nią jak woda w gąbkę. Potem dziewczyna powiedziała spokojnym głosem do ojca w mowie węży:

- Nigdy nie pokonasz mnie, ojcze. Mam Moc Odbicia. Jakiekolwiek zaklęcie zostanie we mnie rzucone, nawet gdyby to była Avada zostanie ono odbite lub wchłonięte przeze mnie zwiększając moją magię. Co do Harry'ego nie pozwolę ci go skrzywdzić – powiedziała, patrząc mu w oczy. Mężczyzna patrzył na nią z przestrachem i zaskoczeniem na twarzy.

- Znowu cię ocalono, Harry. Tym razem uratowała cię twoja siostra. Pamiętaj jednak, że czekam na Elixir of Resurrection. Zostały ci dwa tygodnie. Żegnam – powiedział również w mowie węży, po czym wyszedł.

- Riddle, zaczekaj chwilę – zawołał Wybraniec, wciąż trzymając różdżkę w pogotowiu.

- Czego jeszcze chcesz? – syknął, patrząc groźnie na Harry'ego.

- Po pierwsze: Bądź nieco uprzejmiejszy, bo mogę zrobić coś czego wcale nie chcesz – tu Voldemortowi niebezpiecznie zalśniły oczy, ale nic nie powiedział – Po drugie: Ty też coś pamiętaj. Obiecałeś, że pomożesz mi wskrzesić naszych rodziców. Mówiąc "naszych" mam na myśli moich, Jacka i Nicole. Nicki co prawda jest twoją córką, ale nie znaczy to, że będzie ci posłuszna – powiedział, patrząc na niego z determinacją.

- Wiesz co, Harry? – uśmiechnął się chytrze – Zastanawiam się, co by się stało, gdybyś to ty był na moim miejscu i zabijał tak jak ja? A ja byłbym na twoim i chciał zabić mnie – powiedział w zamyśleniu.

- Oo, nie! Co to, to nie! Nie ma mowy! Nie stałbym się taki jak ty! Stając się Śmierciożercą popełniłem fatalny błąd, ale nie poddam się! USUNĘ MROCZNY ZNAK! – zawołał.

- Nie możesz tego zrobić, Harry. Mrocznego Znaku Prawej Ręki nie da się usunąć. Tylko moja śmierć może tego dokonać. Tobie się to nie uda, gdyż jestem nieśmiertelny. Jednak, gdyby w jakiś sposób ci się udało musiałbyś się wysilić by mnie zabić. Ty i Evans dobrze zrobiliście mówiąc mi o przepowiedni. Przynajmniej wiem JAK cię pokonać – oznajmił z chytrym uśmieszkiem. Harry i Voldemort patrzyli na siebie nienawistnym wzrokiem. W czerwonych i zielonych oczach tliły się iskry nienawiści. Nikt by się nie spodziewał, że Wybraniec Losu uśmiechnie się równie chytrze i przerażająco jak jego pan, oznajmiając:

- Wiesz co, Tom? Masz rację. Nie uda mi się ciebie pokonać zwykłą Avadą, gdyż jesteś nieśmiertelny – Voldemort uśmiechnął się jeszcze szerzej na to stwierdzenie, jednak następne zdanie spowodowało, że został zbity z tropu – Jednak wiem, JAK można cię jej pozbawić – Harry zaśmiał się zimno, co spowodowało, że wszystkich zmroziło krew w żyłach.

- Co masz na myśli? – spytał. W oczach Voldemorta Harry zauważył strach i obrócił się ku niemu całkowiecie.

- To, że najbardziej boisz się własnej śmierci, pomimo że sam zabijasz. Boisz się swoich ofiar. Zauważyłem to, gdy się po raz pierwszy pojedynkowaliśmy na cmentarzu. Wtedy zdawałeś się bać widm Cedrika Diggory'ego, moich rodziców, Berty Jorkins i Franka Bryce'a – Harry dalej się uśmiechał, co doprowadzało Riddle'a do irytacji. Po chwili zdał sobie sprawę, że ten coś wie. Musiał się dowiedzieć, co.

- Riddle, wyjdź stąd. Chciałeś iść, więc idź – powiedział Matt. Ten zwrócił na niego swój wzrok.

- Wiesz co, Evans? Przez tyle lat ci służyłem i nawet nie zdawałem sobie sprawy, że się zmieniłeś.

- Bo na mnie nie spojrzałeś, kretynie! – warknął Ten.

- Coś ty powiedział?? Coś ty do mnie powiedział?? – ryknął i rzucił się na niego. Był już przed nim. Wyciągał ręce ku jego szyi, chcąc go udusić. Stałoby się to, ale Jack zawołał:

- Zostaw mojego dziadka w spokoju! – i machnął zamaszyście ręką, co spowodowało odrzucenie Riddle'a w kierunku otwartych drzwi. Uderzył w ścianę korytarza z takim impetem, że na chwilę stracił orientacje. Wszyscy gapili się to na Nicole, to na Jacka, to na Riddle'a.

- Szybko, trzeba go stąd zabrać zanim zorientuje się, co się stało – powiedział pan Evans, biorąc Riddle'a pod jedno ramię – Jack, pomóż mi. Weź go pod drugie ramię – poprosił.

- Co? Ja? Mowy nie ma! On zabił naszych rodziców! Nie dotknę go! – wybełkotał.

- Ja to zrobię, panie Evans – Rozległ się czyjś głos za nimi. Gdy się obejrzeli zobaczyli Sai'ego podchodzącego do nich chwiejnym krokiem. Zbliżył się do Matta i pomógł mu podtrzymać Riddle'a i wyprowadzić z zamku.

- Kochanie, nic ci nie jest?? – pisnęła pani Evans. Czarny Pan podniósł gwałtownie głowę i spróbował się rozejrzeć. Ale zanim zdał sobie sprawę, gdzie się znajduje i kto go podtrzymuje, Sai walnął go w kark tak mocno, że stracił przytomność. Głowa opadła mu na pierś.

- Może go zabijemy? – zaproponował Jack.

- Nie możemy – odparł Sai.

- Dlaczego? – spytała Nicole.

- Dlatego, że to nie jest jeszcze jego czas. Jego śmierć musi przyjść w odpowiednim czasie, miejscu i w odpowiedni sposób. No i oczywiście odpowiednia osoba musi to zrobić – tu spojrzał znacząco na Harry'ego. Ten lekko się zmieszał i poszedł do swojego pokoju. Nie wychodził aż do czasu, gdy przyszła jego babcia tego samego wieczoru.

Tablica ogłoszeń

UWAGA!
Opowiadanie zostało przeniesione z poprawakami na wattpad.com. Szukajcie nicku: Cessidy84.


P.S. Byłabym wdzięczna, gdyby ktoś jeszcze raz przeczytał opowiadanie, bo pojawiły się poprawki.